"Alternatywy 4" dziś by nie powstały. Polska jest podzielona bardziej niż za PRL-u

Polska coraz bardziej przypomina kraj dwóch rzeczywistości – zantagonizowanych emocjami, interesami i mediami, które karmią odrębne wizje świata. Dawna różnica poglądów przekształciła się w przepaść mentalną, w której racjonalne argumenty ustępują miejsca wzajemnemu wykluczaniu.
Mężczyzna, z tyłu godło z orłem
Mężczyzna, z tyłu godło z orłem / Screenshot z serialu Alternatywy 4, przekształcony

Co musisz wiedzieć:

  • Autorka opisuje pogłębiający się w Polsce podział społeczny, w którym emocje i interesy całkowicie zastąpiły racjonalną debatę.
  • Wskazuje, że dawniej spory polityczne miały charakter merytoryczny, a dziś dominują w nich nienawiść i poczucie wykluczenia z obu stron.
  • Przywołując serial „Alternatywy 4”, autorka podkreśla, że współczesna Polska utraciła wspólnotowy wymiar, który niegdyś łączył ludzi mimo różnic.

 

Życie w alternatywie

Termin z logiki matematycznej został w uproszczonej formie zakorzeniony w mowie potocznej: dla większości alternatywa oznacza wybór z dwóch wykluczających się możliwości. O ile nauki ścisłe nie uwzględniają w dowodzeniu emocji, o tyle „usocjologicznione” pojęcie alternatywy przeciwnie – na ogół wyklucza racjonalne argumenty, odwołując się do uczuć i odczuć. A najczęściej – do interesów. Bo ideowość bywa przykrywką pazerności, paskudnej cechy motywującej sporą część rodaków.

Jak żyje się w Polsce podzielonej na dwa zwalczające się obozy? Coraz gorzej, bo pod presją: musisz opowiedzieć się, po którejś jesteś ze stron. I nie daj Boże, gdybyś okazał się symetrystą…

 

Po dwóch stronach przepaści

Znacie ten stan, kiedy przy stole rodzinnym czy przyjacielskim nagle orientujecie się, że jesteście po przeciwnej stronie? Nie mebla, lecz rzeczywistości. Ten podział pęczniał od wygranej PiS-u w 2015 roku, kiedy „elita” poczuła się zagrożona w swej przodującej społecznie pozycji. Wtedy to KOD-erzy wyszli na ulice i wymogli jednoznaczną deklarację. Już nie było możliwości wyrażania jakichkolwiek wątpliwości wobec lewej strony, trzeba było bezwzględnie nienawidzić prawicę.

Dwa lata temu przeciwnicy PiS-u przeżywali euforię. Wygrali! Milion serc zabiło nadzieją, że nadejdą światłe rządy Europejczyków, którzy zrealizują 100 postulatów, rozliczą pisiorów, ogarną media, sądy, kulturę, szkolnictwo… Całokształt polskich realiów. Po upływie 24 miesięcy nadszedł czas na konkluzje stosowne na półmetku. I wtedy okazało się, że Polacy bytują w dwóch Polskach. Jakby jaźń się nam rozjechała.

Polska wieloraka

Te same cyfry dla jednej strony znaczą same pozyty, dla przeciwnej – są dołujące. Jedni łykają socjotechniczne manewry, inni pozostają wobec nich sceptyczni. Zależy, jakim mediom daje się wiarę. Te oficjalne uprawiają propagandę nie mniej nachalną niż ta z czasów „Kury”, natomiast kanały prywatne bezlitośnie punktują wpadki obozu rządzącego. Niby jedna i druga strona podaje „twarde” dane, ale nawet konkrety prowadzą do odmiennych wniosków. Wiadomo, statystyka pozwala na pewną ekwilibrystykę interpretacyjną, jednak gdzieś powinny być punkty styczne. Skoro zaś nic nie trybi, a dwie różne wizje rozdziela czarna przepaść alternatywy, to nie wina cyfr, lecz procesów mentalnych. A te zaczęły się za komuny, kilkadziesiąt lat temu. Kto pamięta lata propagandy sukcesu (za Gierka), ten wie, o czym mowa. A komu (choć tych świadków coraz mniej wśród żywych) w pamięci pozostał obłęd stalinowskiego naginania realiów, temu nic nie trzeba tłumaczyć.

 

Spojrzenie z dwóch stron

„Z jednej strony śmiech szalony –
Z drugiej strony gorzka łza
Z jednej strony pensja żony –
Z drugiej – smaruj, gdzie się da
Z jednej strony praca zbrzydła –
Z drugiej – awans może przyjść
Z jednej strony wejść bez mydła –
Z drugiej zaś na swoje wyjść”

Tak pod koniec lat 70. Jan Tadeusz Stanisławski zdiagnozował morale (i postawy) Polaków. Czy nadal tkwimy w ambiwalentnym systemie etycznym, czy przeciwnie – wobec sporu o wartości potrafimy zająć ugruntowane stanowiska, na poparcie których mamy mocne argumenty? Niestety, wydaje mi się, że dzisiejsi polityczni adwersarze chcą tylko „wyjść na swoje”, w ten sam sposób kaptując swych popleczników.

„Jak nasi nie wygrają, będzie po was”.

Taki prosty szantaż mobilizuje najbardziej leniwych. A także tych, których troszkę sumienie uwiera.

 

Wykluczanie

Od kiedy pamiętam, domowo-prywatne dyskusje (jeszcze za PRL-u) wokół bieżącej sytuacji w kraju koncentrowały się na wymianie argumentów – co bardziej Polsce opłacało/opłaca się w kontekście ogólnoświatowych, a bardziej aktualnych europejskich okoliczności. Nawet z partyjniakami dawało się rozmawiać, choćby stało się w całkowitej kontrze. Choć wtedy, w latach 80., w środowisku, w którym funkcjonowałam, fani generała i jego rozwiązań należeli do zdecydowanej mniejszości. Ale po naszej transformacji towarzyskie spotkania, w których uczestniczyli zwolennicy reformy Balcerowicza i jej przeciwnicy, też przebiegały w miarę pokojowej atmosferze.

Dopiero dekadę temu, po wygranej PiS-u, coś się zmieniło. Jakiekolwiek koncyliacyjne rozważania zaniknęły, przeobrażając się w otwartą walkę pomiędzy zwolennikami lewej i prawej strony. Już nie chodziło o racje – zwyciężyły emocje. Wybuzowała nienawiść za utraconą (no, tylko troszkę) „elitarność” tych, którzy uważali się za sól naszej ziemi; o przywileje utracone na korzyść „suwerena”, który dostał 500+ i stać go było na wakacje. Pamiętam moje pierwsze zderzenie z uliczną manifestacją KOD-erów. Nie mogłam uwierzyć, że ta Francja elegancja potrafi być tak agresywna, wulgarna i – niestety – durnie zaślepiona. Potem dotarło do mnie, że to ja jestem wykluczona. W opcji wielu moich znajomych „stoczyłam się” do prawej strony i wobec tego należy mnie izolować od zdrowego lewackiego organizmu. Ot, takie przypadki: telefon do kumpli, z którymi niejedną imprezę się zaliczyło, taki z gatunku „co u was słychać”, a ten kwitowany jest chrząkaniem nasyconym niesmakiem, kwasem, w ogóle zdziwieniem, że się ośmielam. Lub jeszcze drastyczniej – dzwonię do znajomych, którzy sporo mi zawdzięczali, i zamiast kurtuazyjnych powitań słyszę: „Jak ci nie wstyd”. Po czym następuje rzucenie słuchawki.

 

Moje ankiety

Wydawało się, że zwycięstwo odniesione dwa lata temu przez obóz lewoskrętny uspokoi emocje tegoż i pozwoli prawakom jako tako egzystować, choćby na uboczu. Nic z tych rzeczy. Wygrana Karola Nawrockiego na prezydenta roznieciła wręcz mordercze zapędy jego przeciwników. Przecież miał nam prezydentować Europejczyk władający językami, taki ładny, że tylko podziwiać. Ktoś, kto uwierzył, że już sprawa klepnięta, po 1 czerwca poczuł głębokie rozczarowanie – a nie ma równie przykrego stanu emocji, jak poczucie, że dało się nabrać.

Kto posuwał w marszu miliona serc w towarzystwie innych wielbicieli Tuska, ten niechętnie przyzna, że wódz… no, trochę wszystkich wymanewrował. Tym większa irytacja, że za dwa lata znów może się odwyrtnąć. Ostatnie socjologiczne badania wskazują na przestawienie światopoglądowej wajchy z resztek altruizmu na czysty, nieskrywany egoizm oraz aspołeczność. Trzeba szybko się ustawić, „nachapać” w perspektywie zmiany rządu. Czy w tym alternatywnym świecie są jeszcze jakieś wartości const?

 

Podział moralny

Na własny użytek przeprowadziłam wśród znajomych nieformalną ankietę: „Co sądzisz o dotacjach z KPO?”. Sądziłam, że moi bliżsi i dalsi kumple mają podobnie negatywne zdanie o przyznawaniu kroci na absurdy, choćby z najbliższej nam branży wciąż zwanej kulturą. A tu – buzia w ciup, wzruszenie ramion i szybka zmiana tematu. Ktoś dostał kasę za friko, cóż to nowego? Jeszcze jeden grant dla samych swoich, był już czas się przyzwyczaić. Tak, rekcja (negacja lub przyzwolenie) na przekręty z KPO dobitnie mi uzmysłowiły, że jesteśmy moralnie podzieleni jak chyba nigdy dotąd. Jednak to sfera etyki, a jak wiadomo, dawny sztywny system etyczny uległ rozmyciu, tak w stronę oglądu Kalego.

Ale co z twardymi faktami, cyframi, danymi? Otóż okazuje się, że także w tej kategorii nie ma nic pewnego. O czym przekonało nas zróżnicowanie w ocenach dwulecia rządów Koalicji 15 października. W tym przypadku ostrość podziałów sięgnęła zenitu. I trochę się przelękłam: próba rozpoznania i zracjonalizowania przesłanek z obydwu stron prowadzi do schizofrenii.

 

Alternatywa w jednym bloku

Zastanawiam się, czy dziś mógłby powstać serial na wzór „Alternatywy 4”? Obawiam się, że nie – obecna polaryzacja postaw utrudniłaby przedstawienie barwnej panoramy społeczeństwa. I tu kilka słów o tamtym kultowym przedsięwzięciu Stanisława Barei. Początkowo serial miał nosić tytuł „Stanisław Anioł”, lecz reżyser przemianował go na „Alternatywy 4”, tak to uzasadniając:

„Polska to kraj na rozstaju dróg. Ma cztery alternatywy: lewo–prawo–góra–dół”.

Niby to sprzeczne z logiką, ale w kontekście absurdów dogorywającej komuny jakoś prorocze. Myślę o tamtych „alternatywach”, gdy czasem przechodzę mimo bloku przy Kazury 10 z muralem przedstawiającym Stanisława Anioła o twarzy i posturze Romana Wilhelmiego. Ciekawam, czy tamto dzieło z czasów końcówki socu jest do zrozumienia przez tych, którym nie było dane tamtego systemu doświadczyć?

 

Przekrój społeczny

Wilhelmi grał anty-anioła, wyjątkowo wrednego gospodarza domu o naturze inwigilatora-despoty, manipulującego podstępnie zdobytymi informacjami oraz swą kadukiem osiągniętą „władzą”. Prototypem postaci był niejaki Albin Siwak, aparatczyk z frakcji moczarowców. Anioł-Wilhelmi uosabiał rozmaitych komunistycznych kacyków, co nie mogło spotkać się z aprobatą PRL-owskiej cenzury. Toteż serial Barei, którego produkcja rozpoczęła się jesienią 1981 roku na fali solidarnościowej „odwilży”, po wprowadzeniu stanu wojennego napotykał liczne przeszkody. Ukończony w 1983 roku, przez trzy lata nie był dopuszczony do emisji. Jednak krążył w nielegalnym obiegu, na partyzancko odgrywanych kasetach wideo. To ostatecznie sprawiło, że serial dopuszczono na małe ekrany w 1986 roku, choć z telewizyjnej emisji usunięto nadmiernie „antysocjalistyczne” sceny.

Bareja osadził akcję serialu w czasach, gdy na piaskach, polach i nieużytkach powstawało największe osiedle południowej Warszawy. Tamże, w tej warszawskiej Nibylandii z adresem Alternatywy 4, skomasowano lokatorów stanowiących przekrój ówczesnego społeczeństwa. Wywodzili się z różnych środowisk, mieli różne podejście do życia, legitymowali się odmienną przynależnością, a przecież coś ich łączyło. Tym spoiwem był… skromny stan majątkowy ogółu oraz żałosna oferta handlu, co wymuszało międzyludzką kooperację. Co zaś tyczyło się metaforyki tytułu: alternatywa była, jak zawsze – w sferze etyki.

[Tytuł, niektóre śródtytuły, lead i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Politico o wojnie w Brukseli. Kallas miała nazwać von der Leyen „dyktatorem” z ostatniej chwili
Politico o wojnie w Brukseli. Kallas miała nazwać von der Leyen „dyktatorem”

Nieoficjalne doniesienia z Brukseli ujawniają narastające napięcia na samym szczycie Unii Europejskiej. Według ustaleń serwisu „Politico” relacje między szefową unijnej dyplomacji Kają Kallas, a przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen są wyjątkowo złe. 

Paweł Jędrzejewski: Wielki Kalifat Europy? z ostatniej chwili
Paweł Jędrzejewski: Wielki Kalifat Europy?

Czy Europa stworzy nowe groźne fanatyzmy i mordercze idee? Nie "gabinetowe", jak klimatyzm, czy multikulturalizm, niszczące Europę dzień po dniu, ale prawdziwie "uliczne" - takie, jakimi były komunizm, faszyzm, nazizm - porywające masy i mordujące otwarcie wrogów (klasowych, rasowych, etnicznych). Pamiętamy z kronik tłumy wiwatujące na cześć Hitlera na niemieckich, nazistowskich parteitagach. Tysiące Włochów pod balkonem Mussoliniego. Falujące morze ludzi na bolszewickich wiecach, gdy przemawiał Lenin, Trocki lub Stalin. Do takiego zjednoczenia i wspólnoty zawsze potrzebny jest wspólny wróg i jednocząca nienawiść. Czy pojawią się ich nowe, współczesne odpowiedniki?

Trump stawia Iran pod presją. „Wysłałem do regionu dużą armadę” z ostatniej chwili
Trump stawia Iran pod presją. „Wysłałem do regionu dużą armadę”

Prezydent USA Donald Trump powiedział w poniedziałek portalowi Axios, że sytuacja wokół Iranu „jest zmienna”, bo wysłał na Bliski Wschód „dużą armadę”. Ocenił jednocześnie, że Teheran chciałby zawrzeć porozumienie.

„Wbrew rządowej propagandzie...”. Mariusz Błaszczak studzi emocje ws. pieniędzy z programu SAFE z ostatniej chwili
„Wbrew rządowej propagandzie...”. Mariusz Błaszczak studzi emocje ws. pieniędzy z programu SAFE

W poniedziałek MON poinformował, że Komisja Europejska pozytywnie zaopiniowała dokumenty złożone przez Polskę, które dotyczą pozyskania funduszy w wysokości blisko 44 mld euro z programu SAFE. Narrację rządu krytycznie skomentował były szef MON, Mariusz Błaszczak.

IMGW wydał pilny komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach z ostatniej chwili
IMGW wydał pilny komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej przedłużył ostrzeżenia pogodowe dla dużej części kraju. W najbliższych godzinach i dniach Polacy muszą liczyć się z marznącymi opadami, gęstą mgłą, oblodzeniem oraz roztopami. Przed niebezpieczną sytuacją na drogach ostrzega także Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.

Jest apel do Rzecznika Praw Obywatelskich ws. Adama Borowskiego z ostatniej chwili
Jest apel do Rzecznika Praw Obywatelskich ws. Adama Borowskiego

Byli działacze opozycji demokratycznej z czasów PRL zwrócili się z pilnym apelem do Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie prawomocnego wyroku sądu wobec Adama Borowskiego. W liście, podpisanym przez blisko sto osób, domagają się interwencji i podnoszą argumenty dotyczące wolności słowa oraz kontrowersyjnego charakteru przepisów, na podstawie których zapadł wyrok.

Karol Nawrocki: Polska nieustannie wspiera Mołdawię w jej drodze do Unii Europejskiej z ostatniej chwili
Karol Nawrocki: Polska nieustannie wspiera Mołdawię w jej drodze do Unii Europejskiej

Polska nieustannie wspiera Mołdawię w jej drodze do członkostwa w UE – powiedział prezydent Karol Nawrocki po spotkaniu z prezydentką Mołdawii. Maia Sandu, dziękując Polsce za bycie adwokatem Kiszyniowa w Europie, podkreśliła zaś, że jej kraj chce m.in. przyciągać więcej polskich inwestycji.

KE podjęła decyzję ws. środków dla Polski z instrumentu SAFE. Kosiniak-Kamysz zabiera głos z ostatniej chwili
KE podjęła decyzję ws. środków dla Polski z instrumentu SAFE. Kosiniak-Kamysz zabiera głos

Jesteśmy coraz bliżej otrzymania prawie 44 mld euro na inwestycje w bezpieczeństwo - przekazał wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz po decyzji KE ws. środków dla Polski z instrumentu SAFE. Jak wskazał, kolejnym krokiem będzie decyzja wykonawcza Rady Europejskiej i finalne podpisanie umów.

Michael Schumacher wreszcie wstał z łóżka! Nowe informacje po 12 latach z ostatniej chwili
Michael Schumacher wreszcie wstał z łóżka! Nowe informacje po 12 latach

Przez lata panowała cisza i ścisła tajemnica. Teraz brytyjskie media ujawniają nowe szczegóły dotyczące zdrowia Michaela Schumachera. Legenda Formuły 1 nie jest już przykuta do łóżka i porusza się na wózku inwalidzkim w swoim domu nad Jeziorem Genewskim. To pierwsze tak konkretne doniesienia od lat.

KRS odpowiada na wtargnięcie służb do siedziby. Będzie zawiadomienie do prokuratury z ostatniej chwili
KRS odpowiada na wtargnięcie służb do siedziby. Będzie zawiadomienie do prokuratury

Prezydium Krajowej Rady Sądownictwa upoważniło szefową KRS do złożenia zażalenia na niedawne przeszukanie biur w siedzibie Rady. Złożone ma zostać też w prokuraturze zawiadomienie w związku z tym, że według prezydium KRS, działania policji i prokuratury uniemożliwiły członkom Rady podjęcie pracy.

REKLAMA

"Alternatywy 4" dziś by nie powstały. Polska jest podzielona bardziej niż za PRL-u

Polska coraz bardziej przypomina kraj dwóch rzeczywistości – zantagonizowanych emocjami, interesami i mediami, które karmią odrębne wizje świata. Dawna różnica poglądów przekształciła się w przepaść mentalną, w której racjonalne argumenty ustępują miejsca wzajemnemu wykluczaniu.
Mężczyzna, z tyłu godło z orłem
Mężczyzna, z tyłu godło z orłem / Screenshot z serialu Alternatywy 4, przekształcony

Co musisz wiedzieć:

  • Autorka opisuje pogłębiający się w Polsce podział społeczny, w którym emocje i interesy całkowicie zastąpiły racjonalną debatę.
  • Wskazuje, że dawniej spory polityczne miały charakter merytoryczny, a dziś dominują w nich nienawiść i poczucie wykluczenia z obu stron.
  • Przywołując serial „Alternatywy 4”, autorka podkreśla, że współczesna Polska utraciła wspólnotowy wymiar, który niegdyś łączył ludzi mimo różnic.

 

Życie w alternatywie

Termin z logiki matematycznej został w uproszczonej formie zakorzeniony w mowie potocznej: dla większości alternatywa oznacza wybór z dwóch wykluczających się możliwości. O ile nauki ścisłe nie uwzględniają w dowodzeniu emocji, o tyle „usocjologicznione” pojęcie alternatywy przeciwnie – na ogół wyklucza racjonalne argumenty, odwołując się do uczuć i odczuć. A najczęściej – do interesów. Bo ideowość bywa przykrywką pazerności, paskudnej cechy motywującej sporą część rodaków.

Jak żyje się w Polsce podzielonej na dwa zwalczające się obozy? Coraz gorzej, bo pod presją: musisz opowiedzieć się, po którejś jesteś ze stron. I nie daj Boże, gdybyś okazał się symetrystą…

 

Po dwóch stronach przepaści

Znacie ten stan, kiedy przy stole rodzinnym czy przyjacielskim nagle orientujecie się, że jesteście po przeciwnej stronie? Nie mebla, lecz rzeczywistości. Ten podział pęczniał od wygranej PiS-u w 2015 roku, kiedy „elita” poczuła się zagrożona w swej przodującej społecznie pozycji. Wtedy to KOD-erzy wyszli na ulice i wymogli jednoznaczną deklarację. Już nie było możliwości wyrażania jakichkolwiek wątpliwości wobec lewej strony, trzeba było bezwzględnie nienawidzić prawicę.

Dwa lata temu przeciwnicy PiS-u przeżywali euforię. Wygrali! Milion serc zabiło nadzieją, że nadejdą światłe rządy Europejczyków, którzy zrealizują 100 postulatów, rozliczą pisiorów, ogarną media, sądy, kulturę, szkolnictwo… Całokształt polskich realiów. Po upływie 24 miesięcy nadszedł czas na konkluzje stosowne na półmetku. I wtedy okazało się, że Polacy bytują w dwóch Polskach. Jakby jaźń się nam rozjechała.

Polska wieloraka

Te same cyfry dla jednej strony znaczą same pozyty, dla przeciwnej – są dołujące. Jedni łykają socjotechniczne manewry, inni pozostają wobec nich sceptyczni. Zależy, jakim mediom daje się wiarę. Te oficjalne uprawiają propagandę nie mniej nachalną niż ta z czasów „Kury”, natomiast kanały prywatne bezlitośnie punktują wpadki obozu rządzącego. Niby jedna i druga strona podaje „twarde” dane, ale nawet konkrety prowadzą do odmiennych wniosków. Wiadomo, statystyka pozwala na pewną ekwilibrystykę interpretacyjną, jednak gdzieś powinny być punkty styczne. Skoro zaś nic nie trybi, a dwie różne wizje rozdziela czarna przepaść alternatywy, to nie wina cyfr, lecz procesów mentalnych. A te zaczęły się za komuny, kilkadziesiąt lat temu. Kto pamięta lata propagandy sukcesu (za Gierka), ten wie, o czym mowa. A komu (choć tych świadków coraz mniej wśród żywych) w pamięci pozostał obłęd stalinowskiego naginania realiów, temu nic nie trzeba tłumaczyć.

 

Spojrzenie z dwóch stron

„Z jednej strony śmiech szalony –
Z drugiej strony gorzka łza
Z jednej strony pensja żony –
Z drugiej – smaruj, gdzie się da
Z jednej strony praca zbrzydła –
Z drugiej – awans może przyjść
Z jednej strony wejść bez mydła –
Z drugiej zaś na swoje wyjść”

Tak pod koniec lat 70. Jan Tadeusz Stanisławski zdiagnozował morale (i postawy) Polaków. Czy nadal tkwimy w ambiwalentnym systemie etycznym, czy przeciwnie – wobec sporu o wartości potrafimy zająć ugruntowane stanowiska, na poparcie których mamy mocne argumenty? Niestety, wydaje mi się, że dzisiejsi polityczni adwersarze chcą tylko „wyjść na swoje”, w ten sam sposób kaptując swych popleczników.

„Jak nasi nie wygrają, będzie po was”.

Taki prosty szantaż mobilizuje najbardziej leniwych. A także tych, których troszkę sumienie uwiera.

 

Wykluczanie

Od kiedy pamiętam, domowo-prywatne dyskusje (jeszcze za PRL-u) wokół bieżącej sytuacji w kraju koncentrowały się na wymianie argumentów – co bardziej Polsce opłacało/opłaca się w kontekście ogólnoświatowych, a bardziej aktualnych europejskich okoliczności. Nawet z partyjniakami dawało się rozmawiać, choćby stało się w całkowitej kontrze. Choć wtedy, w latach 80., w środowisku, w którym funkcjonowałam, fani generała i jego rozwiązań należeli do zdecydowanej mniejszości. Ale po naszej transformacji towarzyskie spotkania, w których uczestniczyli zwolennicy reformy Balcerowicza i jej przeciwnicy, też przebiegały w miarę pokojowej atmosferze.

Dopiero dekadę temu, po wygranej PiS-u, coś się zmieniło. Jakiekolwiek koncyliacyjne rozważania zaniknęły, przeobrażając się w otwartą walkę pomiędzy zwolennikami lewej i prawej strony. Już nie chodziło o racje – zwyciężyły emocje. Wybuzowała nienawiść za utraconą (no, tylko troszkę) „elitarność” tych, którzy uważali się za sól naszej ziemi; o przywileje utracone na korzyść „suwerena”, który dostał 500+ i stać go było na wakacje. Pamiętam moje pierwsze zderzenie z uliczną manifestacją KOD-erów. Nie mogłam uwierzyć, że ta Francja elegancja potrafi być tak agresywna, wulgarna i – niestety – durnie zaślepiona. Potem dotarło do mnie, że to ja jestem wykluczona. W opcji wielu moich znajomych „stoczyłam się” do prawej strony i wobec tego należy mnie izolować od zdrowego lewackiego organizmu. Ot, takie przypadki: telefon do kumpli, z którymi niejedną imprezę się zaliczyło, taki z gatunku „co u was słychać”, a ten kwitowany jest chrząkaniem nasyconym niesmakiem, kwasem, w ogóle zdziwieniem, że się ośmielam. Lub jeszcze drastyczniej – dzwonię do znajomych, którzy sporo mi zawdzięczali, i zamiast kurtuazyjnych powitań słyszę: „Jak ci nie wstyd”. Po czym następuje rzucenie słuchawki.

 

Moje ankiety

Wydawało się, że zwycięstwo odniesione dwa lata temu przez obóz lewoskrętny uspokoi emocje tegoż i pozwoli prawakom jako tako egzystować, choćby na uboczu. Nic z tych rzeczy. Wygrana Karola Nawrockiego na prezydenta roznieciła wręcz mordercze zapędy jego przeciwników. Przecież miał nam prezydentować Europejczyk władający językami, taki ładny, że tylko podziwiać. Ktoś, kto uwierzył, że już sprawa klepnięta, po 1 czerwca poczuł głębokie rozczarowanie – a nie ma równie przykrego stanu emocji, jak poczucie, że dało się nabrać.

Kto posuwał w marszu miliona serc w towarzystwie innych wielbicieli Tuska, ten niechętnie przyzna, że wódz… no, trochę wszystkich wymanewrował. Tym większa irytacja, że za dwa lata znów może się odwyrtnąć. Ostatnie socjologiczne badania wskazują na przestawienie światopoglądowej wajchy z resztek altruizmu na czysty, nieskrywany egoizm oraz aspołeczność. Trzeba szybko się ustawić, „nachapać” w perspektywie zmiany rządu. Czy w tym alternatywnym świecie są jeszcze jakieś wartości const?

 

Podział moralny

Na własny użytek przeprowadziłam wśród znajomych nieformalną ankietę: „Co sądzisz o dotacjach z KPO?”. Sądziłam, że moi bliżsi i dalsi kumple mają podobnie negatywne zdanie o przyznawaniu kroci na absurdy, choćby z najbliższej nam branży wciąż zwanej kulturą. A tu – buzia w ciup, wzruszenie ramion i szybka zmiana tematu. Ktoś dostał kasę za friko, cóż to nowego? Jeszcze jeden grant dla samych swoich, był już czas się przyzwyczaić. Tak, rekcja (negacja lub przyzwolenie) na przekręty z KPO dobitnie mi uzmysłowiły, że jesteśmy moralnie podzieleni jak chyba nigdy dotąd. Jednak to sfera etyki, a jak wiadomo, dawny sztywny system etyczny uległ rozmyciu, tak w stronę oglądu Kalego.

Ale co z twardymi faktami, cyframi, danymi? Otóż okazuje się, że także w tej kategorii nie ma nic pewnego. O czym przekonało nas zróżnicowanie w ocenach dwulecia rządów Koalicji 15 października. W tym przypadku ostrość podziałów sięgnęła zenitu. I trochę się przelękłam: próba rozpoznania i zracjonalizowania przesłanek z obydwu stron prowadzi do schizofrenii.

 

Alternatywa w jednym bloku

Zastanawiam się, czy dziś mógłby powstać serial na wzór „Alternatywy 4”? Obawiam się, że nie – obecna polaryzacja postaw utrudniłaby przedstawienie barwnej panoramy społeczeństwa. I tu kilka słów o tamtym kultowym przedsięwzięciu Stanisława Barei. Początkowo serial miał nosić tytuł „Stanisław Anioł”, lecz reżyser przemianował go na „Alternatywy 4”, tak to uzasadniając:

„Polska to kraj na rozstaju dróg. Ma cztery alternatywy: lewo–prawo–góra–dół”.

Niby to sprzeczne z logiką, ale w kontekście absurdów dogorywającej komuny jakoś prorocze. Myślę o tamtych „alternatywach”, gdy czasem przechodzę mimo bloku przy Kazury 10 z muralem przedstawiającym Stanisława Anioła o twarzy i posturze Romana Wilhelmiego. Ciekawam, czy tamto dzieło z czasów końcówki socu jest do zrozumienia przez tych, którym nie było dane tamtego systemu doświadczyć?

 

Przekrój społeczny

Wilhelmi grał anty-anioła, wyjątkowo wrednego gospodarza domu o naturze inwigilatora-despoty, manipulującego podstępnie zdobytymi informacjami oraz swą kadukiem osiągniętą „władzą”. Prototypem postaci był niejaki Albin Siwak, aparatczyk z frakcji moczarowców. Anioł-Wilhelmi uosabiał rozmaitych komunistycznych kacyków, co nie mogło spotkać się z aprobatą PRL-owskiej cenzury. Toteż serial Barei, którego produkcja rozpoczęła się jesienią 1981 roku na fali solidarnościowej „odwilży”, po wprowadzeniu stanu wojennego napotykał liczne przeszkody. Ukończony w 1983 roku, przez trzy lata nie był dopuszczony do emisji. Jednak krążył w nielegalnym obiegu, na partyzancko odgrywanych kasetach wideo. To ostatecznie sprawiło, że serial dopuszczono na małe ekrany w 1986 roku, choć z telewizyjnej emisji usunięto nadmiernie „antysocjalistyczne” sceny.

Bareja osadził akcję serialu w czasach, gdy na piaskach, polach i nieużytkach powstawało największe osiedle południowej Warszawy. Tamże, w tej warszawskiej Nibylandii z adresem Alternatywy 4, skomasowano lokatorów stanowiących przekrój ówczesnego społeczeństwa. Wywodzili się z różnych środowisk, mieli różne podejście do życia, legitymowali się odmienną przynależnością, a przecież coś ich łączyło. Tym spoiwem był… skromny stan majątkowy ogółu oraz żałosna oferta handlu, co wymuszało międzyludzką kooperację. Co zaś tyczyło się metaforyki tytułu: alternatywa była, jak zawsze – w sferze etyki.

[Tytuł, niektóre śródtytuły, lead i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane