Macron i elity francuskie uciekają przed własnym narodem

Francja znalazła się w stanie głębokiego kryzysu politycznego i ustrojowego — rząd upada po jednym dniu, prezydent Emmanuel Macron traci społeczne zaufanie, a zadłużenie kraju bije kolejne rekordy. Coraz wyraźniej widać lęk francuskich elit przed demokracją i narodem, który miał być fundamentem V Republiki stworzonej przez Charles’a de Gaulle’a.
Emmanuel Macron
Emmanuel Macron / Fotoserwis PAP/EPA

Co musisz wiedzieć:

  • Zdaniem autora Francja pogrąża się w najpoważniejszym od II wojny światowej kryzysie ustrojowym, którego symbolem jest paraliż rządów i utrata zaufania obywateli do prezydenta Macrona.
  • Tekst stawia tezę, że obecne elity polityczne, ogarnięte lękiem przed wyborami i utratą władzy, doprowadziły do regresu instytucjonalnego i zerwania więzi między klasami społecznymi.
  • Publicysta Tygodnika Solidarność stwierdza, że strach Emmanuela Macrona przed demokratycznym werdyktem pokazuje pogardę dla ducha konstytucji V Republiki oraz dla samego narodu.

 

Rekordy i regresy demokracji

Wiele niechlubnych rekordów zostało pobitych. I trudno sobie wyobrazić, czy ostatnie tak wyśrubowane osiągnięcia polityczne i ekonomiczne Francji, eufemistycznie rzecz ujmując, zostaną kiedykolwiek przebite. Ile jeszcze osiągnięć wytrzyma francuski człowiek pospolity, monsieur Dupont i madame Martin, trudno orzec. Nie ulega jednak wątpliwości, że jesteśmy świadkami końca solidnych fundamentów ustrojowych stworzonych pod koniec lat pięćdziesiątych przez generała Charles’a de Gaulle’a.

Pierwszy wyczyn jest anegdotyczny i mierzony temporalnie. Rząd Sébastiena Lecornu funkcjonował niecałe dwadzieścia cztery godziny. Zdymisjonowani po niemal dobie rządzenia ministrowie, według francuskiego prawa pracy, dostaną odprawy w wysokości trzykrotności miesięcznej pensji, czyli grosso modo 30 tys. euro… Lecornu oznajmił kategorycznie, że żadnych odpraw nie będzie. Pożyjemy, zobaczymy…

Drugi „wyczyn” mierzy się słupkami poparcia. Według sondażu wykonanego przez pracownię Elabe dla dziennika „Les Echos” jedynie 14% Francuzów darzy zaufaniem prezydenta Emmanuela Macrona. W ten sposób obecny lokator Pałacu Elizejskiego dorównał niechlubnym osiągnięciom swojego poprzednika François Hollande’a. Przypomnijmy, że fundamentalny kryzys zaufania skutkował bezprecedensową decyzją Hollande’a. Po raz pierwszy w historii V Republiki panujący prezydent postanowił bowiem nie ubiegać się o reelekcję.

 

Kryzys finansowy

To nie koniec rapsodycznych osiągnięć. W drugim trymestrze 2025 roku zadłużenie Francji wyniosło 3416,3 miliarda euro, to jest 115,6% PKB kraju. Pułap 60% krajowego wytworu został zatem przekroczony dość istotnie, i to już dawno. Chyba nie trzeba podkreślać, że Francja nie przestrzega reguł budżetowych ustalonych w Traktacie z Maastricht. Ponaglenia Brukseli nic tu nie wskórają. Ponadto według obowiązującego kalendarza rząd winien uchwalić ustawę budżetową do końca października. Zegar tyka. Agencje ratingowe bankowo nomen omen perspektywy ekonomiczne Francji obniżą, zwiększając tym samym już faraoniczne oprocentowanie długu kraju przewodzonego przez „Mozarta finansjery” (tak nazywano Emmanuela Macrona, gdy obejmował swoje funkcje).

Jak widać, ogłupiające dreptanie w kole trwa, odkąd prezydent Macron postanowił rozpisać wcześniejsze wybory, przestraszywszy się rekordowej delegacji Zjednoczenia Narodowego w Parlamencie Europejskim. Mówił wówczas, w charakterystycznej dla siebie frazeologii, o niezbędnej klaryfikacji. I jako dobry „ojciec narodu” usłyszał „krzyk” francuskich peryferii.

Co ciekawe, owo niezadowolenie nie dochodziło do uszu Macrona wcześniej, ani podczas protestów „żółtych kamizelek”, ani po masowych manifestacjach sprzeciwiających się podwyższeniu wieku emerytalnego. Otumanienie, innego słowa nie sposób znaleźć, łączy się tutaj z osobliwą odrazą do narodu.

Ponieważ prezydent ponownie powierzył misję stworzenia rządu temu samemu Sébastienowi Lecornu. Wszystko wskazuje na to, że bliski współpracownik prezydenta, zostanie powtórnie poniżony i trwałego rządu nie stworzy.

 

Strach przed nacjonalistami

Wcześniej Macron, chcąc rachować możliwość osiągnięcia niezbędnego zaufania w Zgromadzeniu Narodowym, zaprosił na konsultację reprezentantów wszystkich stronnictw tzw. łuku republikańskiego (takiego sformułowania użyto), wyjąwszy liderów Zjednoczenia Narodowego i Nieuległej Francji. Pisano i mówiono wykręty usprawiedliwienia, że demokrację należy tworzyć z demokratami, że sytuacji nie należy zaogniać, paktując z wrogami ludowładztwa.

Ale dlaczego prezydent Francji nie rozwiąże znów Zgromadzenia Narodowego? Odpowiedź jest prosta. Przezornie ukryty za kulisami kuriozalnych decyzji Emmanuela Macrona jest strach przed rozpisaniem nowych wyborów. I mamy tutaj do czynienia z największym „dokonaniem”, bez precedensu nad Sekwaną, a mianowicie lękiem przed demokracją właśnie. Przed werdyktem wyborców, który z dużym prawdopodobieństwem stałby się końcem aktualnej elity politycznej. Prezydent Francji szuka politycznego ratunku za wszelką cenę, w przymierzu ze wszystkimi dostępnymi siłami, kosztem ustrojowego regresu, po to, aby – broń Boże! – nie rozpisywać przedwczesnych wyborów grożących rządami Marine Le Pen. Aby nigdy, przenigdy, nie wchodzić w polityczne konszachty ze Zjednoczeniem Narodowym. Aby zatem trzymać ludowego Hannibala przed bramami Rzymu. Jak pouczał Niccolò Machiavelli: „Nigdy nie jest się bardziej bliskim porażki niż wówczas, gdy żywi się obawy, iż nie zdoła się zwyciężyć”.

 

Groźny werdykt narodu

Co ciekawe, już Alexis de Tocqueville w „Dawnym ustroju i rewolucji” dostrzegał ową francuską niechęć rządzących do wyborów i gustów politycznych pospólstwa. Cecha ta łączyła królów i rewolucjonistów, Burbonów i Robespierystów, nie ufano ani jednostkom, ani grupom. Traktowano je jak dzieci. A Republika żądała od własnych dzieci respektowania swoich cnót: przede wszystkim zaś niepodzielności. Nieprzypadkowo Francja niemalże jako ostatnia przyznała kobietom prawa wyborcze. Długo traktowała je jako zależne (w tym przypadku od Kościoła). Wystarczy przypomnieć losy „niesfornych dzieci” Republiki, które marzyły o większym udziale w rządzeniu, począwszy od żyrondystów, na „żółtych kamizelkach” kończąc.

Izolacja elit

Według Christophe’a Guilly’ego, autora słynnego eseju „No society. Koniec zachodniej klasy średniej”, Francja jest w przededniu wielkich ruchów tektonicznych, które poruszą ogół jej społeczeństwa. Tradycyjna fosa między klasami ludowymi a elitami, oznajmia francuski socjolog, pogłębia się i staje się istotnym zagrożeniem dla spoistości francuskiego społeczeństwa. Co więcej, elity wydają się coraz mniej zainteresowane dobrem wspólnym. Nie ma co się dziwić, są bowiem zglobalizowane, nomadyczne i całkowicie mobilne. Mogą zamknąć się w wieży z kości słoniowej, w rezydencjach na Lazurowym Wybrzeżu czy na Korsyce, otoczone wysokim murem, bez kontaktu z lokalnymi, dzikimi plemionami. Jeśli zaś uzna francuski ład fiskalny za niekorzystny, po prostu wyjedzie. Znajdzie lepsze i korzystniejsze dla siebie pejzaże (vide Gérard Depardieu).

Efekty owego désintéressement dla spraw publicznych łatwo przewidzieć.

W obrębie tego samego terytorium powstają dwa duże bloki coraz mniej ze sobą powiązanych i zainteresowanych współistnieniem w tej samej wspólnocie.

Z jednej strony królestwo o nazwie „Metropolia”, dobrze ułożone i prosperujące. Z drugiej Korona „Peryferii”, popadająca coraz bardziej w odmęty ubóstwa, żyjąca z podczepienia się do państwowej kroplówki rozmaitych zapomóg. Co istotne, według Guilly’ego, masowo przyłącza się do „Peryferii” pauperyzująca się klasa średnia. Mieszkańcy przeważającego ilościowo na terenie Francji bloku dostrzegają wysychające źródło programów społecznych, przy jednoczesnym i stale rosnącym przepływie przybyszów z innych królestw i księstw. Państwo nie ma innego wyjścia: znów musi zwiększać zadłużenie, aby obecny model społeczny utrzymać. Natomiast, co ciekawe, kolejnych fal migracyjnych nie zatrzymuje. Używanie preferencji narodowej byłoby bowiem, jak się wydaje, ujmą dla kolebki Praw Człowieka i Obywatela. Byłoby również stosowaniem polityki suflowanej przez największego wroga establishmentu, barbarzyńskiego Hannibala w spódnicy, przez Marine Le Pen.

 

Kryzys ustrojowy

Francuski kryzys należy widzieć nie tylko jako upadek klasy politycznej, ogarniętej panicznym strachem przed utratą stanowisk, apanaży i dystynkcji. To nie tylko pogłębienie rozdźwięku między warstwami całego społeczeństwa. Ani też, li tylko!, kryzys republikańskich cnót zawartych nieodmiennie w hasłach: wolność, równość, braterstwo.

Rozmaite sploty i komplikacje, wieloletnie zaniedbania, niemoc w przeprowadzeniu uzdrawiających reform, małości i gierki parlamentarne, spowodowały najpoważniejszy kryzys ustrojowy od zakończenia drugiej wojny światowej.

Obecna karuzela rządów, rozłamy, szukanie sojuszy, brak dyscyplinującego wszystkie frakcje sporu politycznego autorytetu prezydenta, spowodowały instytucjonalny regres. Oto Francja z V cofnęła się do IV Republiki. Właśnie owa konstytucja, duchowo inspirowana bonapartyzmem, spowodowała, że Francja wyszła bez większych zgrzytów ze sromoty wojny i zainicjowała instytucjonalną stabilność trwającą do dziś. Nie ma co kryć. Autor ustawy zasadniczej Charles de Gaulle pisał ją pod siebie i dla siebie. Była garniturem szytym na miarę. A warto pamiętać, że generał był mężczyzną wysokim...

 

Powrót do IV Republiki

V Republika, w swoim legislacyjnym duchu, miała zerwać z niekończącymi się waśniami parlamentarnymi. To po pierwsze. Po drugie, miała łączyć bezpośrednią nicią suwerena z władcą. Stąd szerokie prerogatywy prezydenta, siedmioletnia kadencja (obniżona do pięciu w nowelizacji zaproponowanej przez Jacques’a Chiraca), możliwość mianowania przezeń rządu, rozwiązania Zgromadzenia Narodowego, odwołania się do referendum.

Słowem, ustrój Francji w wizji de Gaulle’a miał być syntezą republiki i monarchii. Premier w tej ustrojowej filozofii miał pozostać współpracownikiem i wykonawcą woli ośrodka prezydenckiego. Co ciekawe, francuska konstytucja przewiduje możliwość obstrukcji Zgromadzenia Narodowego poprzez słynny artykuł 49.3. Na jego mocy rząd może ominąć głosowanie w parlamencie, jeśli nie jest pewny swojej większości, i bezpośrednio uchwalać przygotowane ustawy. Najważniejsza zaś w intencji legislatora jest wola suwerena wyrażona przez prezydenta wybieranego w wyborach powszechnych. Tę bezpośrednią zależność Charles de Gaulle traktował z powagą. Do tego stopnia, że gdy przegrał referendum w 1969 roku (dotyczące deregionalizacji i reformy senatu), tego samego dnia zrezygnował ze swoich funkcji.

Strach Macrona przed ponownymi wyborami i plebiscytem jest połączony z pogardą – do konstytucji i do narodu.

[Tytuł, śródtytuły, lead i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Politico o wojnie w Brukseli. Kallas miała nazwać von der Leyen „dyktatorem” z ostatniej chwili
Politico o wojnie w Brukseli. Kallas miała nazwać von der Leyen „dyktatorem”

Nieoficjalne doniesienia z Brukseli ujawniają narastające napięcia na samym szczycie Unii Europejskiej. Według ustaleń serwisu „Politico” relacje między szefową unijnej dyplomacji Kają Kallas, a przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen są wyjątkowo złe. 

Paweł Jędrzejewski: Wielki Kalifat Europy? z ostatniej chwili
Paweł Jędrzejewski: Wielki Kalifat Europy?

Czy Europa stworzy nowe groźne fanatyzmy i mordercze idee? Nie "gabinetowe", jak klimatyzm, czy multikulturalizm, niszczące Europę dzień po dniu, ale prawdziwie "uliczne" - takie, jakimi były komunizm, faszyzm, nazizm - porywające masy i mordujące otwarcie wrogów (klasowych, rasowych, etnicznych). Pamiętamy z kronik tłumy wiwatujące na cześć Hitlera na niemieckich, nazistowskich parteitagach. Tysiące Włochów pod balkonem Mussoliniego. Falujące morze ludzi na bolszewickich wiecach, gdy przemawiał Lenin, Trocki lub Stalin. Do takiego zjednoczenia i wspólnoty zawsze potrzebny jest wspólny wróg i jednocząca nienawiść. Czy pojawią się ich nowe, współczesne odpowiedniki?

Trump stawia Iran pod presją. „Wysłałem do regionu dużą armadę” z ostatniej chwili
Trump stawia Iran pod presją. „Wysłałem do regionu dużą armadę”

Prezydent USA Donald Trump powiedział w poniedziałek portalowi Axios, że sytuacja wokół Iranu „jest zmienna”, bo wysłał na Bliski Wschód „dużą armadę”. Ocenił jednocześnie, że Teheran chciałby zawrzeć porozumienie.

„Wbrew rządowej propagandzie...”. Mariusz Błaszczak studzi emocje ws. pieniędzy z programu SAFE z ostatniej chwili
„Wbrew rządowej propagandzie...”. Mariusz Błaszczak studzi emocje ws. pieniędzy z programu SAFE

W poniedziałek MON poinformował, że Komisja Europejska pozytywnie zaopiniowała dokumenty złożone przez Polskę, które dotyczą pozyskania funduszy w wysokości blisko 44 mld euro z programu SAFE. Narrację rządu krytycznie skomentował były szef MON, Mariusz Błaszczak.

IMGW wydał pilny komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach z ostatniej chwili
IMGW wydał pilny komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej przedłużył ostrzeżenia pogodowe dla dużej części kraju. W najbliższych godzinach i dniach Polacy muszą liczyć się z marznącymi opadami, gęstą mgłą, oblodzeniem oraz roztopami. Przed niebezpieczną sytuacją na drogach ostrzega także Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.

Jest apel do Rzecznika Praw Obywatelskich ws. Adama Borowskiego z ostatniej chwili
Jest apel do Rzecznika Praw Obywatelskich ws. Adama Borowskiego

Byli działacze opozycji demokratycznej z czasów PRL zwrócili się z pilnym apelem do Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie prawomocnego wyroku sądu wobec Adama Borowskiego. W liście, podpisanym przez blisko sto osób, domagają się interwencji i podnoszą argumenty dotyczące wolności słowa oraz kontrowersyjnego charakteru przepisów, na podstawie których zapadł wyrok.

Karol Nawrocki: Polska nieustannie wspiera Mołdawię w jej drodze do Unii Europejskiej z ostatniej chwili
Karol Nawrocki: Polska nieustannie wspiera Mołdawię w jej drodze do Unii Europejskiej

Polska nieustannie wspiera Mołdawię w jej drodze do członkostwa w UE – powiedział prezydent Karol Nawrocki po spotkaniu z prezydentką Mołdawii. Maia Sandu, dziękując Polsce za bycie adwokatem Kiszyniowa w Europie, podkreśliła zaś, że jej kraj chce m.in. przyciągać więcej polskich inwestycji.

KE podjęła decyzję ws. środków dla Polski z instrumentu SAFE. Kosiniak-Kamysz zabiera głos z ostatniej chwili
KE podjęła decyzję ws. środków dla Polski z instrumentu SAFE. Kosiniak-Kamysz zabiera głos

Jesteśmy coraz bliżej otrzymania prawie 44 mld euro na inwestycje w bezpieczeństwo - przekazał wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz po decyzji KE ws. środków dla Polski z instrumentu SAFE. Jak wskazał, kolejnym krokiem będzie decyzja wykonawcza Rady Europejskiej i finalne podpisanie umów.

Michael Schumacher wreszcie wstał z łóżka! Nowe informacje po 12 latach z ostatniej chwili
Michael Schumacher wreszcie wstał z łóżka! Nowe informacje po 12 latach

Przez lata panowała cisza i ścisła tajemnica. Teraz brytyjskie media ujawniają nowe szczegóły dotyczące zdrowia Michaela Schumachera. Legenda Formuły 1 nie jest już przykuta do łóżka i porusza się na wózku inwalidzkim w swoim domu nad Jeziorem Genewskim. To pierwsze tak konkretne doniesienia od lat.

KRS odpowiada na wtargnięcie służb do siedziby. Będzie zawiadomienie do prokuratury z ostatniej chwili
KRS odpowiada na wtargnięcie służb do siedziby. Będzie zawiadomienie do prokuratury

Prezydium Krajowej Rady Sądownictwa upoważniło szefową KRS do złożenia zażalenia na niedawne przeszukanie biur w siedzibie Rady. Złożone ma zostać też w prokuraturze zawiadomienie w związku z tym, że według prezydium KRS, działania policji i prokuratury uniemożliwiły członkom Rady podjęcie pracy.

REKLAMA

Macron i elity francuskie uciekają przed własnym narodem

Francja znalazła się w stanie głębokiego kryzysu politycznego i ustrojowego — rząd upada po jednym dniu, prezydent Emmanuel Macron traci społeczne zaufanie, a zadłużenie kraju bije kolejne rekordy. Coraz wyraźniej widać lęk francuskich elit przed demokracją i narodem, który miał być fundamentem V Republiki stworzonej przez Charles’a de Gaulle’a.
Emmanuel Macron
Emmanuel Macron / Fotoserwis PAP/EPA

Co musisz wiedzieć:

  • Zdaniem autora Francja pogrąża się w najpoważniejszym od II wojny światowej kryzysie ustrojowym, którego symbolem jest paraliż rządów i utrata zaufania obywateli do prezydenta Macrona.
  • Tekst stawia tezę, że obecne elity polityczne, ogarnięte lękiem przed wyborami i utratą władzy, doprowadziły do regresu instytucjonalnego i zerwania więzi między klasami społecznymi.
  • Publicysta Tygodnika Solidarność stwierdza, że strach Emmanuela Macrona przed demokratycznym werdyktem pokazuje pogardę dla ducha konstytucji V Republiki oraz dla samego narodu.

 

Rekordy i regresy demokracji

Wiele niechlubnych rekordów zostało pobitych. I trudno sobie wyobrazić, czy ostatnie tak wyśrubowane osiągnięcia polityczne i ekonomiczne Francji, eufemistycznie rzecz ujmując, zostaną kiedykolwiek przebite. Ile jeszcze osiągnięć wytrzyma francuski człowiek pospolity, monsieur Dupont i madame Martin, trudno orzec. Nie ulega jednak wątpliwości, że jesteśmy świadkami końca solidnych fundamentów ustrojowych stworzonych pod koniec lat pięćdziesiątych przez generała Charles’a de Gaulle’a.

Pierwszy wyczyn jest anegdotyczny i mierzony temporalnie. Rząd Sébastiena Lecornu funkcjonował niecałe dwadzieścia cztery godziny. Zdymisjonowani po niemal dobie rządzenia ministrowie, według francuskiego prawa pracy, dostaną odprawy w wysokości trzykrotności miesięcznej pensji, czyli grosso modo 30 tys. euro… Lecornu oznajmił kategorycznie, że żadnych odpraw nie będzie. Pożyjemy, zobaczymy…

Drugi „wyczyn” mierzy się słupkami poparcia. Według sondażu wykonanego przez pracownię Elabe dla dziennika „Les Echos” jedynie 14% Francuzów darzy zaufaniem prezydenta Emmanuela Macrona. W ten sposób obecny lokator Pałacu Elizejskiego dorównał niechlubnym osiągnięciom swojego poprzednika François Hollande’a. Przypomnijmy, że fundamentalny kryzys zaufania skutkował bezprecedensową decyzją Hollande’a. Po raz pierwszy w historii V Republiki panujący prezydent postanowił bowiem nie ubiegać się o reelekcję.

 

Kryzys finansowy

To nie koniec rapsodycznych osiągnięć. W drugim trymestrze 2025 roku zadłużenie Francji wyniosło 3416,3 miliarda euro, to jest 115,6% PKB kraju. Pułap 60% krajowego wytworu został zatem przekroczony dość istotnie, i to już dawno. Chyba nie trzeba podkreślać, że Francja nie przestrzega reguł budżetowych ustalonych w Traktacie z Maastricht. Ponaglenia Brukseli nic tu nie wskórają. Ponadto według obowiązującego kalendarza rząd winien uchwalić ustawę budżetową do końca października. Zegar tyka. Agencje ratingowe bankowo nomen omen perspektywy ekonomiczne Francji obniżą, zwiększając tym samym już faraoniczne oprocentowanie długu kraju przewodzonego przez „Mozarta finansjery” (tak nazywano Emmanuela Macrona, gdy obejmował swoje funkcje).

Jak widać, ogłupiające dreptanie w kole trwa, odkąd prezydent Macron postanowił rozpisać wcześniejsze wybory, przestraszywszy się rekordowej delegacji Zjednoczenia Narodowego w Parlamencie Europejskim. Mówił wówczas, w charakterystycznej dla siebie frazeologii, o niezbędnej klaryfikacji. I jako dobry „ojciec narodu” usłyszał „krzyk” francuskich peryferii.

Co ciekawe, owo niezadowolenie nie dochodziło do uszu Macrona wcześniej, ani podczas protestów „żółtych kamizelek”, ani po masowych manifestacjach sprzeciwiających się podwyższeniu wieku emerytalnego. Otumanienie, innego słowa nie sposób znaleźć, łączy się tutaj z osobliwą odrazą do narodu.

Ponieważ prezydent ponownie powierzył misję stworzenia rządu temu samemu Sébastienowi Lecornu. Wszystko wskazuje na to, że bliski współpracownik prezydenta, zostanie powtórnie poniżony i trwałego rządu nie stworzy.

 

Strach przed nacjonalistami

Wcześniej Macron, chcąc rachować możliwość osiągnięcia niezbędnego zaufania w Zgromadzeniu Narodowym, zaprosił na konsultację reprezentantów wszystkich stronnictw tzw. łuku republikańskiego (takiego sformułowania użyto), wyjąwszy liderów Zjednoczenia Narodowego i Nieuległej Francji. Pisano i mówiono wykręty usprawiedliwienia, że demokrację należy tworzyć z demokratami, że sytuacji nie należy zaogniać, paktując z wrogami ludowładztwa.

Ale dlaczego prezydent Francji nie rozwiąże znów Zgromadzenia Narodowego? Odpowiedź jest prosta. Przezornie ukryty za kulisami kuriozalnych decyzji Emmanuela Macrona jest strach przed rozpisaniem nowych wyborów. I mamy tutaj do czynienia z największym „dokonaniem”, bez precedensu nad Sekwaną, a mianowicie lękiem przed demokracją właśnie. Przed werdyktem wyborców, który z dużym prawdopodobieństwem stałby się końcem aktualnej elity politycznej. Prezydent Francji szuka politycznego ratunku za wszelką cenę, w przymierzu ze wszystkimi dostępnymi siłami, kosztem ustrojowego regresu, po to, aby – broń Boże! – nie rozpisywać przedwczesnych wyborów grożących rządami Marine Le Pen. Aby nigdy, przenigdy, nie wchodzić w polityczne konszachty ze Zjednoczeniem Narodowym. Aby zatem trzymać ludowego Hannibala przed bramami Rzymu. Jak pouczał Niccolò Machiavelli: „Nigdy nie jest się bardziej bliskim porażki niż wówczas, gdy żywi się obawy, iż nie zdoła się zwyciężyć”.

 

Groźny werdykt narodu

Co ciekawe, już Alexis de Tocqueville w „Dawnym ustroju i rewolucji” dostrzegał ową francuską niechęć rządzących do wyborów i gustów politycznych pospólstwa. Cecha ta łączyła królów i rewolucjonistów, Burbonów i Robespierystów, nie ufano ani jednostkom, ani grupom. Traktowano je jak dzieci. A Republika żądała od własnych dzieci respektowania swoich cnót: przede wszystkim zaś niepodzielności. Nieprzypadkowo Francja niemalże jako ostatnia przyznała kobietom prawa wyborcze. Długo traktowała je jako zależne (w tym przypadku od Kościoła). Wystarczy przypomnieć losy „niesfornych dzieci” Republiki, które marzyły o większym udziale w rządzeniu, począwszy od żyrondystów, na „żółtych kamizelkach” kończąc.

Izolacja elit

Według Christophe’a Guilly’ego, autora słynnego eseju „No society. Koniec zachodniej klasy średniej”, Francja jest w przededniu wielkich ruchów tektonicznych, które poruszą ogół jej społeczeństwa. Tradycyjna fosa między klasami ludowymi a elitami, oznajmia francuski socjolog, pogłębia się i staje się istotnym zagrożeniem dla spoistości francuskiego społeczeństwa. Co więcej, elity wydają się coraz mniej zainteresowane dobrem wspólnym. Nie ma co się dziwić, są bowiem zglobalizowane, nomadyczne i całkowicie mobilne. Mogą zamknąć się w wieży z kości słoniowej, w rezydencjach na Lazurowym Wybrzeżu czy na Korsyce, otoczone wysokim murem, bez kontaktu z lokalnymi, dzikimi plemionami. Jeśli zaś uzna francuski ład fiskalny za niekorzystny, po prostu wyjedzie. Znajdzie lepsze i korzystniejsze dla siebie pejzaże (vide Gérard Depardieu).

Efekty owego désintéressement dla spraw publicznych łatwo przewidzieć.

W obrębie tego samego terytorium powstają dwa duże bloki coraz mniej ze sobą powiązanych i zainteresowanych współistnieniem w tej samej wspólnocie.

Z jednej strony królestwo o nazwie „Metropolia”, dobrze ułożone i prosperujące. Z drugiej Korona „Peryferii”, popadająca coraz bardziej w odmęty ubóstwa, żyjąca z podczepienia się do państwowej kroplówki rozmaitych zapomóg. Co istotne, według Guilly’ego, masowo przyłącza się do „Peryferii” pauperyzująca się klasa średnia. Mieszkańcy przeważającego ilościowo na terenie Francji bloku dostrzegają wysychające źródło programów społecznych, przy jednoczesnym i stale rosnącym przepływie przybyszów z innych królestw i księstw. Państwo nie ma innego wyjścia: znów musi zwiększać zadłużenie, aby obecny model społeczny utrzymać. Natomiast, co ciekawe, kolejnych fal migracyjnych nie zatrzymuje. Używanie preferencji narodowej byłoby bowiem, jak się wydaje, ujmą dla kolebki Praw Człowieka i Obywatela. Byłoby również stosowaniem polityki suflowanej przez największego wroga establishmentu, barbarzyńskiego Hannibala w spódnicy, przez Marine Le Pen.

 

Kryzys ustrojowy

Francuski kryzys należy widzieć nie tylko jako upadek klasy politycznej, ogarniętej panicznym strachem przed utratą stanowisk, apanaży i dystynkcji. To nie tylko pogłębienie rozdźwięku między warstwami całego społeczeństwa. Ani też, li tylko!, kryzys republikańskich cnót zawartych nieodmiennie w hasłach: wolność, równość, braterstwo.

Rozmaite sploty i komplikacje, wieloletnie zaniedbania, niemoc w przeprowadzeniu uzdrawiających reform, małości i gierki parlamentarne, spowodowały najpoważniejszy kryzys ustrojowy od zakończenia drugiej wojny światowej.

Obecna karuzela rządów, rozłamy, szukanie sojuszy, brak dyscyplinującego wszystkie frakcje sporu politycznego autorytetu prezydenta, spowodowały instytucjonalny regres. Oto Francja z V cofnęła się do IV Republiki. Właśnie owa konstytucja, duchowo inspirowana bonapartyzmem, spowodowała, że Francja wyszła bez większych zgrzytów ze sromoty wojny i zainicjowała instytucjonalną stabilność trwającą do dziś. Nie ma co kryć. Autor ustawy zasadniczej Charles de Gaulle pisał ją pod siebie i dla siebie. Była garniturem szytym na miarę. A warto pamiętać, że generał był mężczyzną wysokim...

 

Powrót do IV Republiki

V Republika, w swoim legislacyjnym duchu, miała zerwać z niekończącymi się waśniami parlamentarnymi. To po pierwsze. Po drugie, miała łączyć bezpośrednią nicią suwerena z władcą. Stąd szerokie prerogatywy prezydenta, siedmioletnia kadencja (obniżona do pięciu w nowelizacji zaproponowanej przez Jacques’a Chiraca), możliwość mianowania przezeń rządu, rozwiązania Zgromadzenia Narodowego, odwołania się do referendum.

Słowem, ustrój Francji w wizji de Gaulle’a miał być syntezą republiki i monarchii. Premier w tej ustrojowej filozofii miał pozostać współpracownikiem i wykonawcą woli ośrodka prezydenckiego. Co ciekawe, francuska konstytucja przewiduje możliwość obstrukcji Zgromadzenia Narodowego poprzez słynny artykuł 49.3. Na jego mocy rząd może ominąć głosowanie w parlamencie, jeśli nie jest pewny swojej większości, i bezpośrednio uchwalać przygotowane ustawy. Najważniejsza zaś w intencji legislatora jest wola suwerena wyrażona przez prezydenta wybieranego w wyborach powszechnych. Tę bezpośrednią zależność Charles de Gaulle traktował z powagą. Do tego stopnia, że gdy przegrał referendum w 1969 roku (dotyczące deregionalizacji i reformy senatu), tego samego dnia zrezygnował ze swoich funkcji.

Strach Macrona przed ponownymi wyborami i plebiscytem jest połączony z pogardą – do konstytucji i do narodu.

[Tytuł, śródtytuły, lead i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane