Jakub Pacan: Granica, przestrzeń sakralna

Granica ma w naszej świadomości charakter rzeczy świętej, bogatej w symbole i mity narodowe. Rząd oddał zachodnią granicę Niemcom. Polacy takiej hańby nie wybaczają.
/ fot. Pati99 at Polish Wikipedia, CC BY-SA 3.0 / Wikimedia Commons

Co musisz wiedzieć:

  • To Ruch Obrony Granic – formalnie nieuzbrojony, a więc niestanowiący zagrożenia – najbardziej zaskoczył Niemców.
  • Słup graniczny ma w naszej wspólnotowej wyobraźni miejsce szczególne
  • Patrioci zjawili się na granicy w imię świętych powinności. Są tam, by zmierzyć się z mitem zagrożonej ojczyzny, siłą polskiej legendy – twierdzi autor tekstu.

Cała nasza rzeczywistość społeczno-polityczna opowiadana jest za pomocą symboli i znaków. Polityka utkana jest z mitów. Jeden słup graniczny, budka z polską Strażą Graniczną, samochody z napisem „Policja”, a kilka metrów dalej samochody z napisem „Polizei” uruchamiają lawinę kodów kulturowych głęboko zakorzenionych w naszej narodowej pamięci. Nagle się okazuje, że zakurzone symbole znowu zaczynają pulsować życiem i stają się czymś drogim w naszej codzienności.

Mundur sprofanowany

„Powiada się, że symbole są odbiciem rzeczywistości, objawiają coś podstawowego, starają się ujawnić początek, genezę zjawisk i zawrzeć całościowy obraz świata, są wielowartościowe, wyrażają modalność rzeczy i sensu […]. Widzialna strona symbolu – znacząca – jest zawsze przeładowana konkretnością. Z kolei druga, niewidzialna strona symbolu, niewysłowiona, dotycząca świata wyobrażeń pośrednich, nieadekwatnych alegorii – tworzy osobny porządek” – pisze prof. Wojciech Burszta w książce „Antropologia kultury”.

Słup graniczny ma w naszej wspólnotowej wyobraźni miejsce szczególne. W czasie niewoli pod zaborami wśród Polaków krążyły legendy, że ktoś odkrył zagubiony słup graniczny I Rzeczpospolitej Obojga Narodów, odkopał go i pieczołowicie zachował. Traktowano te słupy jak relikwie po dawnej potędze Polski, były niemymi świadkami wielkiej historii. Taki słup do dziś stoi w Prostkach w powiecie ełckim, pochodzi z 1545 roku i upamiętnia spotkanie komisji granicznych Prus i Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Stoi na styku trzech granic: Korony, Litwy i Prus, i ma kształt, co znamienne, kapliczki.

Wymiar ikoniczny ma propagandowe zdjęcie z hitlerowskich Niemiec, na którym uśmiechnięci żołnierze Wehrmachtu wyłamują szlaban na przejściu granicznym między Wolnym Miastem Gdańsk a Gdynią 1 września 1939 roku. Wszystkie pokolenia Polaków od czasów zakończenia II wojny światowej patrzyły na to zdjęcie w podręcznikach do historii.

Na obrazie „Pożegnanie Europy” pędzla Aleksandra Sochaczewskiego widać zesłańców syberyjskich, którzy mijają w zamieci śnieżnej słup graniczny między Europą a Azją. Stefan Żeromski w „Dumie o Hetmanie” z wyrzutem podkreśla, jak trudno zebrać żołnierza, by „nieprzyjaciela odepchnąć stos” od „nagich granic ojczyzny”. W „Popiołach” zaś pisze, jak Austriacy na mocy porozumienia z Rosją dzień i noc z pochodniami w ręku pilnowali, by młodzi Polacy nie przechodzili na rosyjską stronę, by walczyć z caratem.

Siła symbolu

Granica ze swoimi symbolami, klarownym podziałem na „my – oni”, tworzy nie tylko więzi obywatelskie, w naszej historiografii tworzy wręcz więzi sakralne. Samoidentyfikacja względem innych, obcych, a już szczególnie Niemców, jest jednym ze wskaźników konstytuujących nasze mity narodowe.

Mit ochrony zagrożonej granicy tworzy infrastrukturę dla oddolnych inicjatyw obronnych powoływanych w tych dniach. Ruch Obrony Granic wpisuje się idealnie w ten polski schemat. W setkach, a może już tysiącach filmów publikowanych przez polskich ochotników znad granicy z Niemcami widać falę wznoszącą. Patrioci się policzyli i bez obaw, że robią coś niewłaściwego, zatrzymują nielegalnych imigrantów, przepytują polską i niemiecką policję. Oni zjawili się na granicy w imię świętych powinności. Są tam, by zmierzyć się z mitem zagrożonej ojczyzny, siłą polskiej legendy. Mit polsko-niemieckiej granicy spina różne czasy, daje możliwość syntetyzowania czasu przeszłego z teraźniejszym i przyszłym.

Święte powinności

I mają silną legitymizację w społeczeństwie, ponieważ weszli w „serce” kultury narodowej. W ich trwaniu na przejściach granicznych ucieleśnia się cały system wyobrażeń i znaczeń, dzięki którym Polacy utrwalają swoje dziedzictwo. Są w zainteresowaniu mediów i władzy, tej drugiej może nawet bardziej, ponieważ państwo zawiodło tutaj po całości. Państwo poniżyło polski mundur i orzełka na czapce, nakazując funkcjonariuszom słuchać poleceń Niemców.

„Nasze miejsce, przestrzeń, w której egzystuje naród, widziano zawsze nie jako miejsce konkretne, fizyczne, lecz przede wszystkim jako miejsce szczególne, święte, wyznaczające narodowi jego funkcje, jego stosunek do rzeczywistości […]. Zawsze byliśmy jakimś przedmurzem, zawsze wiązała się z tym jakaś określona misja do spełnienia; zawsze też lepiej lub gorzej spełniając tę misję, oczekiwaliśmy od historii rewanżu nadzwyczajnej zapłaty za niezwykłe zasługi” – pisze Tadeusz Biernat w książce „Mit polityczny”. A prof. Marcin Król w pracy „Konserwatyści a niepodległość” nazywał tę postawę obroną „polskiego Zbaraża” i tłumaczył ogromną siłę postawy obronnej wobec zagrożenia z zewnątrz.

Słup graniczny, kiedy po drugiej stronie są niegrający fair Niemcy, nadał bardzo wysoką rangę emocjonalną działaniom ludzi z Ruchu Obrony Granic. Znowu na pierwszy plan wysuwają się takie wartości jak ofiara, honor, heroizm i przyjaźń. Polscy ochotnicy na granicy z Niemcami wyznaczają w tym momencie witalność polskiego patriotyzmu. W tej atmosferze napięcia czuć echo pieśni, „Warszawianki” z 1831 roku: „Hej! Kto Polak na bagnety!”. To naprawdę jest tak patetyczne. Ten mit ma funkcje mobilizujące, pozwala łatwo zorganizować ludzi zaniepokojonych wlewającą się niekontrolowaną imigracją w jedno plemię i jasno pokazuje, kto wróg, a kto przyjaciel.

Ten ruch w krótkim czasie stał się tak silny, że nawet strona liberalno-lewicowa, choć go krytykuje, to już nie w sposób znany nam z krótkiej historii III RP. Cywilni obrońcy granic są traktowani poważnie także przez przeciwników. Nie ma lekceważącej, prześmiewczej pogardy. Pogarda nawet, gdy jest, to nie ma takiej mocy, by obrońców granic zbanalizować, a nawet gdy tak się dzieje, to te próby są sztuczne. Skąd taka zmiana w podejściu liberalno-lewicowych elit?

Otóż misja obrońców granic jest poważna, ich aktywność nie jest już niebezpiecznym marginesem „radykałów”. Te działania odwołują się do porządku wyższego. Kwestia imigracji zagrażającej spoistości społecznej na elementarnym poziomie narodu to rdzeń agendy spraw najważniejszych, i to nie tylko w Polsce, ale też w Europie. Noże, maczety, pistolety. Kolumbijczycy, Wenezuelczycy, Somalijczycy. Tutaj ideologia przegrywa z faktami.

Ruch Obrony Granic – formalnie nieuzbrojony, niemogący w żaden sposób korzystać z legalnej administracyjnej przemocy państwa zarezerwowanej dla służb mundurowych, a więc niestanowiący zagrożenia – zaskoczył Niemców. Dopóki Polacy nadzorujący granicę nie byli w zainteresowaniu niemieckiej opinii publicznej, dopóty rząd Donalda Tuska za bardzo nie reagował. Ale w jednej chwili wszystko się zmieniło, nagle zaczęły się sypać mandaty, pojawiły się zakazy lotów dronami nad granicą. To znaczy, że oddolny zryw Polaków stał się na tyle ważny dla samych Niemców, że zobligowali usłużny sobie polski rząd do spacyfikowania tego ruchu.

Okazuje się, że największą przeszkodą dla Niemiec nie są polskie służby mające chronić nasze granice, lecz polski patriotyzm, świadomość narodowa i siła naszego morale. Przeciw temu podjęli środki administracyjne rękoma polskiego rządu. Ale tutaj paradoksalnie znowu wracamy do polskiej legendy i oporu przeciw Niemcom. Potrafimy być przekorni i tak jak wszyscy Polacy mają w pamięci fotografię wyłamywania szlabanu granicznego w 1939 roku, podobnie znają z podręczników historii „wóz Drzymały”. Michał Drzymała, chłop z Poznańskiego, prowadząc spór z administracją pruską o pozwolenie na budowę domu, grał z nią w kotka i myszkę. Omijał niemieckie zakazy, przesuwając wóz w różne miejsca. Znamienne, że w 1928 roku, na wniosek ministra spraw wewnętrznych, prezydent RP Ignacy Mościcki w uznaniu zasług walki o polskość z germanizacją przyznał Drzymale jednorazowo kwotę 10 460 zł na zakup ziemi.

W III RP minister spraw wewnętrznych Tomasz Siemoniak gnębi administracyjnie polskich patriotów za obronę granic ku uciesze administracji pruskiej.


 

POLECANE
Ukraina: 710 tys. mieszkańców Kijowa wciąż bez prądu po rosyjskich atakach. z ostatniej chwili
Ukraina: 710 tys. mieszkańców Kijowa wciąż bez prądu po rosyjskich atakach.

710 tys. mieszkańców Kijowa w dalszym ciągu nie ma prądu po ubiegłotygodniowych atakach rosyjskich na obiekty energetyczne – poinformował we wtorek pierwszy wicepremier, minister energetyki Ukrainy Denys Szmyhal na platformach społecznościowych.

Ostre spięcie Olejnik z Hołownią. „Nie czuje pan, że ośmiesza tę partię?” z ostatniej chwili
Ostre spięcie Olejnik z Hołownią. „Nie czuje pan, że ośmiesza tę partię?”

W programie Kropka nad i doszło do spięcia między Szymonem Hołownią a Moniką Olejnik. Iskrą okazało się zerwane posiedzenie Rady Krajowej Polski 2050 oraz zarzuty o „obrażanie się” i „ośmieszanie partii”.

Rosja traci bazę w Syrii. Putin oberwał amerykańskim odłamkiem z ostatniej chwili
Rosja traci bazę w Syrii. Putin oberwał amerykańskim odłamkiem

Rosja znów traci pozycje na Bliskim Wschodzie, i to pośrednio za sprawą USA. Ofensywa syryjskich sił rządowych przeciwko Kurdom (aprobowana przez sprzymierzonych dotąd z Kurdami Amerykanów) zmusiła Rosjan do ewakuacji ich jedynej bazy wojskowej w północno-wschodniej Syrii.

Karol Nawrocki zaprosił na rozmowy przedstawicieli klubów i kół parlamentarnych. Jest odpowiedź KO z ostatniej chwili
Karol Nawrocki zaprosił na rozmowy przedstawicieli klubów i kół parlamentarnych. Jest odpowiedź KO

Rzecznik rządu Adam Szłapka poinformował, że przewodniczący klubu KO Zbigniew Konwiński nie będzie uczestniczył w spotkaniu prezydenta Karola Nawrockiego z przedstawicielami klubów i kół parlamentarnych.

Organizacje pro-life alarmują po decyzji PE. Chodzi o finansowanie aborcji z budżetu UE z ostatniej chwili
Organizacje pro-life alarmują po decyzji PE. Chodzi o finansowanie aborcji z budżetu UE

„Zmierza ona do narzucenia krajom członkowskim prawa legalizującego zabójstwo dziecka w okresie prenatalnym poprzez utworzenie dobrowolnego, solidarnościowego mechanizmu finansowego (pokrywanego z budżetu Unii Europejskiej). Ma on umożliwiać państwom członkowskim, które wyrażą na to zgodę, zapewnienie dostępu do aborcji dla tych osób, które taki dostęp mają ograniczony lub niemożliwy (bez harmonizacji prawa krajowego)” – jednoznaczną dezaprobatę wobec rezolucji Parlamentu Europejskiego z 17 grudnia 2025 r. „My Voice, My Choice: For Safe and Accessible Abortion” („Mój głos, mój wybór: za bezpieczną i dostępną aborcją”) wyrazili przedstawiciele Europejskiej Federacji dla Życia i Godności ONE OF US i Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia.

Była oficer ABW alarmuje: Białoruś masowo wysyła agentów do Polski z ostatniej chwili
Była oficer ABW alarmuje: Białoruś masowo wysyła agentów do Polski

Władze Białorusi masowo werbują agentów i wysyłają ich do Polski, ale nie jest to dla naszego kraju poważne zagrożenie – oceniła w wywiadzie dla Biełsatu była funkcjonariuszka kontrwywiadu ABW, wykładowczyni Wydziału Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Białymstoku mjr dr Anna Grabowska-Siwiec.

Ważny komunikat dla mieszkańców Łodzi z ostatniej chwili
Ważny komunikat dla mieszkańców Łodzi

Ważny komunikat dla mieszkańców Łodzi. Miasto wchodzi w kluczową fazę przygotowań do budowy tunelu Kolei Dużych Prędkości. To inwestycja, która ma całkowicie zmienić sposób podróżowania z Łodzi, ale wcześniej przyniesie poważne utrudnienia w ruchu i codziennym funkcjonowaniu miasta. Urząd apeluje o cierpliwość i zapowiada spotkania z mieszkańcami.

Sąd podjął decyzję ws. Jarosława Kaczyńskiego z oskarżenia Krzysztofa Brejzy z ostatniej chwili
Sąd podjął decyzję ws. Jarosława Kaczyńskiego z oskarżenia Krzysztofa Brejzy

Stołeczny sąd rejonowy umorzył we wtorek sprawę prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z oskarżenia europosła KO Krzysztofa Brejzy ze względu na znikomą społeczną szkodliwość czynu. „Dla mnie ten wyrok jest wewnętrznie sprzeczny i niezrozumiały” - ocenił Brejza i zapowiedział złożenie apelacji.

Wylał gnojowicę przed posesją Krajewskiego. Sąd podtrzymał postanowienie o areszcie z ostatniej chwili
Wylał gnojowicę przed posesją Krajewskiego. Sąd podtrzymał postanowienie o areszcie

„Sąd Okręgowy w Łomży utrzymał postanowienie o zastosowaniu tymczasowego aresztu dla rolnika, który wylał gnojowicę przed domem Ministra Rolnictwa” - poinformowała na platformie X mec. Magdalena Majkowska, pełnomocnik oskarżonego.

Szokujące doniesienia z Iranu. W protestach mogło zginąć 36,5 tys. osób z ostatniej chwili
Szokujące doniesienia z Iranu. W protestach mogło zginąć 36,5 tys. osób

W irańskich protestach mogło zginąć 36,5 tys. ludzi; to najkrwawszy od lat konflikt w regionie - napisał we wtorek portal Iran International, jeden z ośrodków starających się ustalić liczbę ofiar. Iran jest objęty blokadą informacyjną, co utrudnia zdobycie pełnych informacji.

REKLAMA

Jakub Pacan: Granica, przestrzeń sakralna

Granica ma w naszej świadomości charakter rzeczy świętej, bogatej w symbole i mity narodowe. Rząd oddał zachodnią granicę Niemcom. Polacy takiej hańby nie wybaczają.
/ fot. Pati99 at Polish Wikipedia, CC BY-SA 3.0 / Wikimedia Commons

Co musisz wiedzieć:

  • To Ruch Obrony Granic – formalnie nieuzbrojony, a więc niestanowiący zagrożenia – najbardziej zaskoczył Niemców.
  • Słup graniczny ma w naszej wspólnotowej wyobraźni miejsce szczególne
  • Patrioci zjawili się na granicy w imię świętych powinności. Są tam, by zmierzyć się z mitem zagrożonej ojczyzny, siłą polskiej legendy – twierdzi autor tekstu.

Cała nasza rzeczywistość społeczno-polityczna opowiadana jest za pomocą symboli i znaków. Polityka utkana jest z mitów. Jeden słup graniczny, budka z polską Strażą Graniczną, samochody z napisem „Policja”, a kilka metrów dalej samochody z napisem „Polizei” uruchamiają lawinę kodów kulturowych głęboko zakorzenionych w naszej narodowej pamięci. Nagle się okazuje, że zakurzone symbole znowu zaczynają pulsować życiem i stają się czymś drogim w naszej codzienności.

Mundur sprofanowany

„Powiada się, że symbole są odbiciem rzeczywistości, objawiają coś podstawowego, starają się ujawnić początek, genezę zjawisk i zawrzeć całościowy obraz świata, są wielowartościowe, wyrażają modalność rzeczy i sensu […]. Widzialna strona symbolu – znacząca – jest zawsze przeładowana konkretnością. Z kolei druga, niewidzialna strona symbolu, niewysłowiona, dotycząca świata wyobrażeń pośrednich, nieadekwatnych alegorii – tworzy osobny porządek” – pisze prof. Wojciech Burszta w książce „Antropologia kultury”.

Słup graniczny ma w naszej wspólnotowej wyobraźni miejsce szczególne. W czasie niewoli pod zaborami wśród Polaków krążyły legendy, że ktoś odkrył zagubiony słup graniczny I Rzeczpospolitej Obojga Narodów, odkopał go i pieczołowicie zachował. Traktowano te słupy jak relikwie po dawnej potędze Polski, były niemymi świadkami wielkiej historii. Taki słup do dziś stoi w Prostkach w powiecie ełckim, pochodzi z 1545 roku i upamiętnia spotkanie komisji granicznych Prus i Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Stoi na styku trzech granic: Korony, Litwy i Prus, i ma kształt, co znamienne, kapliczki.

Wymiar ikoniczny ma propagandowe zdjęcie z hitlerowskich Niemiec, na którym uśmiechnięci żołnierze Wehrmachtu wyłamują szlaban na przejściu granicznym między Wolnym Miastem Gdańsk a Gdynią 1 września 1939 roku. Wszystkie pokolenia Polaków od czasów zakończenia II wojny światowej patrzyły na to zdjęcie w podręcznikach do historii.

Na obrazie „Pożegnanie Europy” pędzla Aleksandra Sochaczewskiego widać zesłańców syberyjskich, którzy mijają w zamieci śnieżnej słup graniczny między Europą a Azją. Stefan Żeromski w „Dumie o Hetmanie” z wyrzutem podkreśla, jak trudno zebrać żołnierza, by „nieprzyjaciela odepchnąć stos” od „nagich granic ojczyzny”. W „Popiołach” zaś pisze, jak Austriacy na mocy porozumienia z Rosją dzień i noc z pochodniami w ręku pilnowali, by młodzi Polacy nie przechodzili na rosyjską stronę, by walczyć z caratem.

Siła symbolu

Granica ze swoimi symbolami, klarownym podziałem na „my – oni”, tworzy nie tylko więzi obywatelskie, w naszej historiografii tworzy wręcz więzi sakralne. Samoidentyfikacja względem innych, obcych, a już szczególnie Niemców, jest jednym ze wskaźników konstytuujących nasze mity narodowe.

Mit ochrony zagrożonej granicy tworzy infrastrukturę dla oddolnych inicjatyw obronnych powoływanych w tych dniach. Ruch Obrony Granic wpisuje się idealnie w ten polski schemat. W setkach, a może już tysiącach filmów publikowanych przez polskich ochotników znad granicy z Niemcami widać falę wznoszącą. Patrioci się policzyli i bez obaw, że robią coś niewłaściwego, zatrzymują nielegalnych imigrantów, przepytują polską i niemiecką policję. Oni zjawili się na granicy w imię świętych powinności. Są tam, by zmierzyć się z mitem zagrożonej ojczyzny, siłą polskiej legendy. Mit polsko-niemieckiej granicy spina różne czasy, daje możliwość syntetyzowania czasu przeszłego z teraźniejszym i przyszłym.

Święte powinności

I mają silną legitymizację w społeczeństwie, ponieważ weszli w „serce” kultury narodowej. W ich trwaniu na przejściach granicznych ucieleśnia się cały system wyobrażeń i znaczeń, dzięki którym Polacy utrwalają swoje dziedzictwo. Są w zainteresowaniu mediów i władzy, tej drugiej może nawet bardziej, ponieważ państwo zawiodło tutaj po całości. Państwo poniżyło polski mundur i orzełka na czapce, nakazując funkcjonariuszom słuchać poleceń Niemców.

„Nasze miejsce, przestrzeń, w której egzystuje naród, widziano zawsze nie jako miejsce konkretne, fizyczne, lecz przede wszystkim jako miejsce szczególne, święte, wyznaczające narodowi jego funkcje, jego stosunek do rzeczywistości […]. Zawsze byliśmy jakimś przedmurzem, zawsze wiązała się z tym jakaś określona misja do spełnienia; zawsze też lepiej lub gorzej spełniając tę misję, oczekiwaliśmy od historii rewanżu nadzwyczajnej zapłaty za niezwykłe zasługi” – pisze Tadeusz Biernat w książce „Mit polityczny”. A prof. Marcin Król w pracy „Konserwatyści a niepodległość” nazywał tę postawę obroną „polskiego Zbaraża” i tłumaczył ogromną siłę postawy obronnej wobec zagrożenia z zewnątrz.

Słup graniczny, kiedy po drugiej stronie są niegrający fair Niemcy, nadał bardzo wysoką rangę emocjonalną działaniom ludzi z Ruchu Obrony Granic. Znowu na pierwszy plan wysuwają się takie wartości jak ofiara, honor, heroizm i przyjaźń. Polscy ochotnicy na granicy z Niemcami wyznaczają w tym momencie witalność polskiego patriotyzmu. W tej atmosferze napięcia czuć echo pieśni, „Warszawianki” z 1831 roku: „Hej! Kto Polak na bagnety!”. To naprawdę jest tak patetyczne. Ten mit ma funkcje mobilizujące, pozwala łatwo zorganizować ludzi zaniepokojonych wlewającą się niekontrolowaną imigracją w jedno plemię i jasno pokazuje, kto wróg, a kto przyjaciel.

Ten ruch w krótkim czasie stał się tak silny, że nawet strona liberalno-lewicowa, choć go krytykuje, to już nie w sposób znany nam z krótkiej historii III RP. Cywilni obrońcy granic są traktowani poważnie także przez przeciwników. Nie ma lekceważącej, prześmiewczej pogardy. Pogarda nawet, gdy jest, to nie ma takiej mocy, by obrońców granic zbanalizować, a nawet gdy tak się dzieje, to te próby są sztuczne. Skąd taka zmiana w podejściu liberalno-lewicowych elit?

Otóż misja obrońców granic jest poważna, ich aktywność nie jest już niebezpiecznym marginesem „radykałów”. Te działania odwołują się do porządku wyższego. Kwestia imigracji zagrażającej spoistości społecznej na elementarnym poziomie narodu to rdzeń agendy spraw najważniejszych, i to nie tylko w Polsce, ale też w Europie. Noże, maczety, pistolety. Kolumbijczycy, Wenezuelczycy, Somalijczycy. Tutaj ideologia przegrywa z faktami.

Ruch Obrony Granic – formalnie nieuzbrojony, niemogący w żaden sposób korzystać z legalnej administracyjnej przemocy państwa zarezerwowanej dla służb mundurowych, a więc niestanowiący zagrożenia – zaskoczył Niemców. Dopóki Polacy nadzorujący granicę nie byli w zainteresowaniu niemieckiej opinii publicznej, dopóty rząd Donalda Tuska za bardzo nie reagował. Ale w jednej chwili wszystko się zmieniło, nagle zaczęły się sypać mandaty, pojawiły się zakazy lotów dronami nad granicą. To znaczy, że oddolny zryw Polaków stał się na tyle ważny dla samych Niemców, że zobligowali usłużny sobie polski rząd do spacyfikowania tego ruchu.

Okazuje się, że największą przeszkodą dla Niemiec nie są polskie służby mające chronić nasze granice, lecz polski patriotyzm, świadomość narodowa i siła naszego morale. Przeciw temu podjęli środki administracyjne rękoma polskiego rządu. Ale tutaj paradoksalnie znowu wracamy do polskiej legendy i oporu przeciw Niemcom. Potrafimy być przekorni i tak jak wszyscy Polacy mają w pamięci fotografię wyłamywania szlabanu granicznego w 1939 roku, podobnie znają z podręczników historii „wóz Drzymały”. Michał Drzymała, chłop z Poznańskiego, prowadząc spór z administracją pruską o pozwolenie na budowę domu, grał z nią w kotka i myszkę. Omijał niemieckie zakazy, przesuwając wóz w różne miejsca. Znamienne, że w 1928 roku, na wniosek ministra spraw wewnętrznych, prezydent RP Ignacy Mościcki w uznaniu zasług walki o polskość z germanizacją przyznał Drzymale jednorazowo kwotę 10 460 zł na zakup ziemi.

W III RP minister spraw wewnętrznych Tomasz Siemoniak gnębi administracyjnie polskich patriotów za obronę granic ku uciesze administracji pruskiej.



 

Polecane