Artykuł przypisujący współsprawstwo Holokaustu Polakom i Żydom pojawia się i znika ze strony Fundacji im. Gerdy Henkel

Artykuł opisuje kontrowersje wokół publikacji Grzegorza Rossolińskiego-Liebe, w której autor radykalnie reinterpretuję sprawstwo Holokaustu, obciążając odpowiedzialnością nie tylko Niemców, ale także Polaków i żydowskie struktury pod przymusem okupacyjnym. Tekst analizuje reakcje środowisk naukowych, instytucji pamięci oraz fakt, że artykuł Rossolińskiego-Liebe pojawia się i znika ze strony Fundacji im. Gerdy Henkel, co dodatkowo podsyca dyskusję o jego wiarygodności i konsekwencjach dla debaty historycznej.
Członkowie Sonderkommando 1005  obok maszyny do kruszenia kości w niemieckim obozie koncentracyjnym Janowska
Członkowie Sonderkommando 1005 obok maszyny do kruszenia kości w niemieckim obozie koncentracyjnym Janowska / Wikipedia domena publiczna

Co musisz wiedzieć:

  • Artykuł Rossolińskiego-Liebe — opublikowany na stronie Fundacji im. Gerdy Henkel i znikający z niej w ostatnich dniach — przedstawia tezę o „transnarodowym” sprawstwie Holokaustu, marginalizując rolę Niemiec.
  • Autor rozszerza odpowiedzialność za Zagładę na Polaków, a nawet żydowskie Sonderkommanda, co budzi sprzeciw historyków i komentatorów.
  • Publikacja wpisuje się w promocję jego książki „Polscy burmistrzowie i Holokaust”, zarzucającej polskiej administracji współudział w Zagładzie — tezy te zostały ostro skrytykowane m.in. przez IPN.
  • Instytucje pamięci w Niemczech są podzielone — część z nich odmawia autorowi platformy, ale inne (np. Dom Konferencji w Wannsee) promują jego narrację, co wpływa na jej wejście do niemieckiego mainstreamu.

 

„Polscy burmistrzowie i Holokaust”

„Czego nauczyliśmy się z Holokaustu?” - to tytuł artykułu i jednocześnie pytanie, jakie stawia jego autor, Grzegorz Rossoliński -Liebe, który ostatnio zasłynął w Polsce swoją książką „Polscy burmistrzowie i Holokaust”.

Kontrowersyjna książka „Polscy burmistrzowie i Holokaust” to jego habilitacja na Wolnym Uniwersytecie Berlińskim, ukazała się w zeszłym roku, a od kilku miesięcy wchodzi w poważny obieg promocyjny w Niemczech i Austrii.

O sprawie książki już pisałem. Krótko mówiąc, stanowi ona długi wywód dowodzący rzekomego polskiego sprawstwa Holokaustu na poziomie administracyjnym i instytucjonalnym. Polecam Państwa uwadze omówienie jej miażdżącej recenzji sporządzonej przez dr. Damiana Sitkiewicza z IPN.

 

Polska dotychczas bezbronna

Teraz zaś warto przyjrzeć się opowieści, którą Rossoliński-Liebe raczy niemiecką opinię publiczną w swoich wystąpieniach medialnych. Jest ona bowiem nie tylko makabrycznym zagrożeniem wizerunkowym dla Polski, lecz – paradoksalnie – może stać się dla nas szansą. Autor kompromituje w nich bowiem siebie, a co się z tym wiąże – również swoje oskarżenia wobec rzekomego „polskiego sprawstwa” Zagłady. Dotychczas Polska wydawała się całkowicie bezbronna wobec tego typu zarzutów, wysuwanych mniej lub bardziej subtelnie. Żabę naszej rzekomej winy gotowano od bardzo dawna, a teraz wreszcie zaczynamy to powszechnie dostrzegać i reagować. I to pewnie m.in. dzięki temu, jak daleko posunął się Rossoliński-Liebe, na przykład wysysając sobie z palca takie określenia jak „Rząd Krakowski” na opisanie niemieckich władz okupacyjnych w Generalnym Gubernatorstwie.

Gdyby jednak ograniczył się do atakowania Polaków, na świecie uszłoby mu to pewnie na sucho. Tym razem jednak nie poprzestał na Polakach…

Wróćmy do samego artykułu.

 

Artykuł Rossolińskiego-Liebe

Zagłada europejskich Żydów jest doskonale zbadana. Mamy wiedzę z dziesiątek tysięcy badań i publikacji naukowych, Procesów Norymberskich, dokumentów archiwalnych, z przekazów dziadków i rodziców. Tymczasem Rossoliński-Liebe stawia tezę, że tak naprawdę bardzo mało wiemy o Holokauście, ponieważ badania ograniczały się do winy Niemców. Tak, jakby nie istniał światowy konsensus co do niemieckiego sprawstwa Holokaustu, autor sprytnie mówi w tym kontekście tylko o historykach niemieckich, którym – jak można zrozumieć z jego wywodów – nie wypada twierdzić inaczej ze względu na polityczną poprawność oraz zagrożenie Putinem i AfD. Te obowiązkowe wątki Rossoliński-Liebe lubi często wplatać w swoje teksty, tłumacząc, że przecież jego wywody nie są „zagrożeniem dla demokracji”.

Zagrożeniem dla demokracji nie są, stanowią za to cios dla prawdy. Według niego bowiem wiemy mało i błędnie skupiamy się na winie Niemiec. Okazuje się, że doskonale przecież znana światu historia Zagłady była „badana selektywnie” i „zrozumiana tylko częściowo”, a w rezultacie mamy „fałszywy i jednostronny jej obraz”.

Rossoliński-Liebe ma natomiast podejście „innowacyjne”, co nawiasem mówiąc, chwali Jan Grabowski na czwartej stronie okładki „Polskich burmistrzów”. Na pierwszej zaś widnieje zdjęcie Juliana Spitosława Kulskiego, niczym ilustracja polskiego sprawstwa Holokaustu. Do tego wątku jeszcze wrócimy.

 

Skrajna marginalizacja roli Niemców

W artykule sednem „innowacyjnego” podejścia Rossolińskiego-Liebe do Holokaustu jest przede wszystkim skrajna marginalizacja roli… Niemców. Nie tylko kilkakrotnie wprost krytykuje podkreślanie „winy niemieckiej”. Dowiadujemy się też od niego, że „Holocaust był zbrodnią transnarodową i europejską”, a także, że „niemieccy sprawcy stanowili jedynie małą grupę sprawców Holokaustu”. Chwilę później idzie jeszcze dalej, stwierdzając, że „sprawców niebędących Niemcami było dziesięć razy więcej niż sprawców niemieckich”. Jak to wyliczył? Nie wiadomo. Wprowadza też jednoznacznie religijny wątek, przypisując „chrześcijanom” pewne motywy kolaboracji. Jakie – o tym w artykule nie pisze.

Z lektury jego tekstu można niemal odnieść wrażenie, że kolaborantem był każdy, kto wówczas w ogóle żył. Całkowicie pomija kontekst przymusu i terroru okupacyjnego, szczególnie brutalnych w Polsce. A choć pod koniec tekstu krótko przyznaje, że Niemcy odgrywali w Holokauście „centralną rolę”, w tym samym zdaniu po raz już nie wiadomo który podkreśla, że stanowili „jedynie mniejszość sprawców”. Pisze w taki sposób, że i tak na głównych winowajców wychodzą inni: niemieccy sprawcy (ta niewielka mniejszość) odgrywali więc „centralną rolę w Holokauście”. „Podbijali kraje, przeprowadzali i zlecali masowe egzekucje, wspierali lokalnych sprawców, sprzymierzali się z nimi (…)”. To chyba jedyny w całym artykule fragment, w którym autor w ogóle stawia jakieś zarzuty Niemcom, ale i tak wychodzi na to, że najważniejsi byli jacyś już istniejący sprawcy „lokalni”, którzy tylko czekali, żeby się z nimi sprzymierzyć i ich wesprzeć.

Wprawdzie sprawstwo Niemców nie powinno według autora zostać zapomniane, jednak sam robi wszystko, by je zminimalizować. Określa je mianem tylko jednego oblicza Holokaustu i wyraża pogląd, że na przedstawianiu innych jego oblicz skorzystałyby „niemieckie miejsca pamięci, muzea i szkoły”.

 

"Autorytetami" Grabowski i Gross

Chętnie powołuje się w artykule na Grabowskiego i Grossa, znęca natomiast nad „prawicowymi radykałami”. Prawicowym radykałem jest zapewne każdy, w kim budzi sprzeciw jego - de facto – rewizjonizm historyczny. Krytykuje protest wobec jego książki ze strony premiera Mateusza Morawieckiego czy prof. Bogdana Musiała. Profesor Musiał jest jednym z najwybitniejszych badaczy i znawców m.in. Zagłady, pracuje i publikuje w Niemczech. Rossoliński-Liebe, który niedawne odwołanie swojego spotkania w Berlinie ocenia jako zamach na wolność nauki, tak wyraził się o nim w artykule: „Chociaż od lat jest on aktywny w radykalnie prawicowych mediach w Polsce i reprezentuje tam teorie, od których włosy stają dęba na głowie, traktowany jest w Niemczech jako poważny historyk i ma odczyty także w instytucjach, które zajmują się badaniem Holokaustu (…)”. Domaga się więc ostracyzmu dla profesora, nie definiując nawet, jakież to herezje ten rzekomo opowiada.

 

Rossoliński oskarżył również Żydów

Przejdźmy jednak do najcięższego arsenału, jakim popisał się Rossoliński-Liebe. Tak bardzo rozochocił się w wybielaniu nazistowskich Niemców i oskarżaniu Polaków, że w kontekście Holokaustu do „szerokiego spektrum sprawców niebędących Niemcami” zaliczył również… Żydów. Według niego bowiem spektrum to „sięgało od ugrupowań faszystowskich (…) przez tysiące burmistrzów, administracji miejskich i lokalnych policjantów po Rady Żydowskie, żydowską policję i żydowskie Sonderkommanda (…)”.

Kiedy dziesięć dni temu omawiałem recenzję dr. Sitkiewicza, za którym sprowadzając sprawę do absurdu, wskazywałem na fakt, że oskarżanie polskiej administracji okupacyjnej prowadzi prostą drogą do zarzutu o sprawstwo Holokaustu także Rad Żydowskich, nawet mi się nie śniło, że kilka dni później faktycznie coś takiego przeczytam. A jednak Rossoliński-Liebe to napisał, posuwając się wręcz do oskarżeń nie tylko żydowskiej administracji gett, ale wręcz Sonderkommand.

Chyba każdy normalny człowiek, nawet najbardziej świadomy faktu, że okrucieństwo nazistowskiego terroru niemieckiego wobec Żydów (i Polaków też) wyzwalało w ludziach nierzadko najgorsze instynkty, rozumie jednocześnie, że poddawanie się im nie było wolnym wyborem wolnych ludzi. Ale właśnie wynikiem zaszczucia, terroru, przerażenia – wojennego piekła rozpętanego przez nazistowskich Niemców. Podłością jest oskarżanie Żydów z Sonderkommandos, pełniących w obozach koncentracyjnych najstraszniejszą „pracę”. Żydzi z tych komand byli bowiem zmuszani do „obsługi” komór gazowych i krematoriów, nierzadko paląc w nich ciała swoich najbliższych. Wszyscy byli przewidziani do regularnej eksterminacji, jak ich pobratymcy, i wszyscy zmuszeni do „pracy” pod groźbą natychmiastowej śmierci. Czy więc to, że palili w piecach zwłoki swoich rodaków i bliskich, żeby nie zamordowano na miejscu ich samych, pozwala zaliczyć ich do „spektrum sprawców”? Panu Rossolińskiemu-Liebe – najwyraźniej tak. Takie twierdzenie musi oburzać i budzić sprzeciw. Pokazuje też, do jakich absurdów dochodzi Rossoliński-Liebe, odwracając uparcie i konsekwentnie rolę sprawców i ofiar.

 

Julian Kulski

Wróćmy na chwilę do Juliana Kulskiego, z którego Rossoliński-Liebe zrobił twarz Holokaustu. Przed wojną był wiceprezydentem Warszawy, do Powstania jej komisarycznym burmistrzem. Sam miał żydowskie pochodzenie, uratował tysiące Żydów, na przykład wystawiając im fałszywe Kennkarty na polskie nazwiska. Jan Nowak-Jeziorański, Kurier z Warszawy napisał o nim tak: „Podczas okupacji ratusz stał się twierdzą Państwa Podziemnego. Bez bohaterskiego prezydenta Kulskiego i jego współpracowników nie udałoby się armii podziemnej wytrwać w całości do Powstania”.

Rossoliński-Liebe pokpiwał niedawno w mediach, że w piśmie do wydawnictwa Fundacja Kulskich na rzecz relacji polsko-amerykańskich wytknęła mu „dwa błędy”, za których wskazanie jest jej wdzięczny. Tymczasem, jak nieoficjalnie wiem ze źródeł zbliżonych do Fundacji, jej pismo było bardzo obszerne i wytykało autorowi całą masę błędów merytorycznych. Podobnie zresztą recenzja IPN.

 

Znikający artykuł Rossolińskiego-Liebe

Na koniec jeszcze jedna ważna sprawa. Rossoliński-Liebe ubolewa w omawianym artykule z września tego roku, że on i Grabowski są w Niemczech krytykowani, a jego „innowacyjne” podejście nie jest w głównym nurcie. Są też instytucje niemieckie, które odmówiły mu spotkania autorskiego, podobnie zresztą jak polskie – Żydowski Instytut Historyczny i POLIN. Są jednak takie, i to bardzo znaczące, które legitymizują jego pracę. Od ponad roku na stronie internetowej Domu Konferencji w Wannsee zamieszczony jest podcast – wywiad z Rossolińskim-Liebe na temat polskich burmistrzów. Wczesną jesienią w tym samym miejscu odbyło się z nim spotkanie autorskie na temat książki. Jej promocja miała miejsce także w Wiedniu, na uniwersytecie Georga Sorosa, w partnerstwie m.in. z Instytutem Szymona Wiesenthala. Kilka dni temu podobne spotkanie planowano w Topografii Terroru w Berlinie – obok Domu Konferencji w Wannsee najważniejszego chyba miejsca na mapie instytucji kultury pamięci w Niemczech. Partnerem wydarzenia miał być Dom-Polsko Niemiecki, instytucja powołana rzekomo do budowy relacji dobrosąsiedzkich z Polską. Po fali protestów spotkanie odwołano i przełożono na bliżej nieokreślony termin. To wszystko jednak oznacza, że Rossoliński-Liebe, od dawna przecież naukowiec na berlińskim uniwersytecie, zaczął już wchodzić do mainstreamu.

Może teraz, kiedy wyszły na jaw jego oskarżenia pod adresem Żydów to się zmieni? 

Gdyby chcieli Państwo sami przeczytać artykuł, polecam nie zwlekać i zrobić sobie skan. Od kilku dni bowiem od kilku dni znika bowiem ze strony Fundacji im. Gerdy Henkel wspólfinansującej jego działalność, a potem się pojawia. Nie wiadomo więc, jak długo jeszcze będzie go można przeczytać.

[Tytuł, lead, sekcje "Co musisz wiedzieć", "Podsumowanie" i FAQ, a także śródtytuły od Redakcji]

 

Podsumowanie

Kontrowersyjny artykuł Grzegorza Rossolińskiego-Liebe, pojawiający się i znikający ze strony Fundacji im. Gerdy Henkel, wywołał debatę o granicach interpretacji historii Holokaustu. Autor radykalnie poszerza krąg rzekomych sprawców, marginalizując rolę Niemiec i wskazując m.in. Polaków oraz żydowskie struktury funkcjonujące w warunkach okupacyjnego terroru. Jego tezy spotykają się z ostrą krytyką badaczy, część instytucji odmawia mu współpracy, podczas gdy inne wciąż promują jego narrację. Sprawa pokazuje, jak łatwo kontrowersyjna interpretacja może wejść do obiegu publicznego — oraz jak ważna jest rzetelna reakcja środowisk naukowych i opinii publicznej.

 

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Kim jest Grzegorz Rossoliński-Liebe? To historyk związany z Wolnym Uniwersytetem Berlińskim, autor książki „Polscy burmistrzowie i Holokaust”, w której stawia tezę o rzekomym współsprawstwie Polaków w Zagładzie. Jego publikacje budzą szerokie kontrowersje.

Czego dotyczy artykuł, który pojawia się i znika ze strony Fundacji Gerdy Henkel? Tekst zatytułowany „Czego nauczyliśmy się z Holokaustu?” marginalizuje odpowiedzialność Niemiec oraz rozszerza krąg winnych o Polaków, lokalne administracje i nawet żydowskie struktury działające pod przymusem okupacyjnym.

Dlaczego artykuł wzbudził sprzeciw? Krytycy zarzucają Rossolińskiemu-Liebe odwracanie ról ofiar i sprawców, ignorowanie kontekstu terroru okupacyjnego i formułowanie tez sprzecznych z ustaleniami badań nad Holokaustem.

Kogo jeszcze autor oskarża o współudział w Zagładzie? W tekście pojawia się teza, że w „spektrum sprawców” znajdowały się również Rady Żydowskie, żydowska policja i Sonderkommanda — co wielu historyków uznaje za skrajnie nieuprawnione i moralnie oburzające.

Jak reagują instytucje? Niektóre niemieckie ośrodki pamięci promują publikacje autora (np. Dom Konferencji w Wannsee), inne — po protestach — wycofują wydarzenia z jego udziałem. W Polsce publikacja jest szeroko krytykowana przez badaczy, m.in. IPN.


 

POLECANE
Ukraińska delegacja w drodze do USA. Zełenski zabrał głos z ostatniej chwili
Ukraińska delegacja w drodze do USA. Zełenski zabrał głos

Ukraińska delegacja, z sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony (RBNiO) Rustemem Umierowem na czele, jest w drodze na rozmowy pokojowe w USA – poinformował w sobotę prezydent Wołodymyr Zełenski, cytowany przez agencję Ukrinform.

Stanowski odpowiada Schnepf po decyzji sądu: „Wciąż nie pamięta pani swojej roli” Wiadomości
Stanowski odpowiada Schnepf po decyzji sądu: „Wciąż nie pamięta pani swojej roli”

Sąd zdecydował, że Krzysztof Stanowski i Robert Mazurek przez rok nie mogą określać Doroty Wysockiej-Schnepf mianem „arcykapłanki propagandy”. Dziennikarka ogłosiła to w mediach społecznościowych, a twórca Kanału Zero zwrócił się do niej słowami: "Ambasadorko propagandy".

Złoto dla Polski! Julia Szeremeta mistrzynią Europy z ostatniej chwili
Złoto dla Polski! Julia Szeremeta mistrzynią Europy

W sobotę Julia Szeremeta została młodzieżową mistrzynią Europy do 57 kg. Co więcej, na najwyższym stopniu podium w rywalizacji do 51 kg stanęła także Natalia Kuczewska.

Japonia: Sąd uznał zakaz małżeństw jednopłciowych za zgodny z konstytucją Wiadomości
Japonia: Sąd uznał zakaz małżeństw jednopłciowych za zgodny z konstytucją

Regionalny Sąd Najwyższy w Tokio uznał, że zakaz małżeństw jednopłciowych pozostaje zgodny z japońską konstytucją. Decyzja wywołała ostre reakcje środowisk LGBTQ+ oraz organizacji Amnesty International.

Sejm blokuje ustawy prezydenta. Licznik zamrażarki bije, a kluczowe projekty czekają z ostatniej chwili
Sejm blokuje ustawy prezydenta. Licznik zamrażarki bije, a kluczowe projekty czekają

Od ponad stu dni prezydenckie inicjatywy czekają w Sejmie na jakiekolwiek procedowanie. Projekty dotyczą bezpieczeństwa, rodzin, energii, zdrowia i rozwoju państwa, jednak izba niższa nie kieruje ich nawet do prac komisji. Na stronie prezydent.pl, uruchomiono również licznik tzw. zamrażarki sejmowej pokazujący, ile dni projekty czekają na rozpoczęcie procedowania.

Czy PiS wróci do władzy? Polacy odpowiedzieli z ostatniej chwili
Czy PiS wróci do władzy? Polacy odpowiedzieli

Ponad połowa badanych w sondażu United Surveys dla Wirtualnej Polski uważa, że Prawo i Sprawiedliwość wróci do władzy po wyborach parlamentarnych w 2027 roku – wynika z badania United Surveys dla Wirtualnej Polski.

Artykuł przypisujący współsprawstwo Holokaustu Polakom i Żydom pojawia się i znika ze strony Fundacji im. Gerdy Henkel tylko u nas
Artykuł przypisujący współsprawstwo Holokaustu Polakom i Żydom pojawia się i znika ze strony Fundacji im. Gerdy Henkel

Artykuł opisuje kontrowersje wokół publikacji Grzegorza Rossolińskiego-Liebe, w której autor radykalnie reinterpretuję sprawstwo Holokaustu, obciążając odpowiedzialnością nie tylko Niemców, ale także Polaków i żydowskie struktury pod przymusem okupacyjnym. Tekst analizuje reakcje środowisk naukowych, instytucji pamięci oraz fakt, że artykuł Rossolińskiego-Liebe pojawia się i znika ze strony Fundacji im. Gerdy Henkel, co dodatkowo podsyca dyskusję o jego wiarygodności i konsekwencjach dla debaty historycznej.

Polacy chcą nowej partii politycznej? Zaskakujący sondaż z ostatniej chwili
Polacy chcą nowej partii politycznej? Zaskakujący sondaż

Prawie co trzeci Polak liczy na nową partię przed wyborami w 2027 r. Jednak jeszcze większa grupa woli stabilizację na polskiej scenie politycznej – wynika z sondażu SW Research dla Onetu.

Od grudnia ogłoszenia o pracę muszą być neutralne płciowo. Dla opornych wysokie kary gorące
Od grudnia ogłoszenia o pracę muszą być neutralne płciowo. Dla opornych wysokie kary

Od 24 grudnia każde ogłoszenie o pracę musi być sformułowane tak, by nie wskazywało preferencji płci. Eksperci przypominają, że brak neutralności językowej może skończyć się skargą do PIP i odszkodowaniem wynoszącym 4806 zł.

Warszawiacy mogą być w szoku. Policja podała dane z ostatniej chwili
Warszawiacy mogą być w szoku. Policja podała dane

W ramach ogólnopolskich działań policjanci stołecznego garnizonu sprawdzali prędkość, z jaką poruszają się kierowcy po drogach Warszawy i okolicznych powiatów – informuje w piątek stołeczna policja.

REKLAMA

Artykuł przypisujący współsprawstwo Holokaustu Polakom i Żydom pojawia się i znika ze strony Fundacji im. Gerdy Henkel

Artykuł opisuje kontrowersje wokół publikacji Grzegorza Rossolińskiego-Liebe, w której autor radykalnie reinterpretuję sprawstwo Holokaustu, obciążając odpowiedzialnością nie tylko Niemców, ale także Polaków i żydowskie struktury pod przymusem okupacyjnym. Tekst analizuje reakcje środowisk naukowych, instytucji pamięci oraz fakt, że artykuł Rossolińskiego-Liebe pojawia się i znika ze strony Fundacji im. Gerdy Henkel, co dodatkowo podsyca dyskusję o jego wiarygodności i konsekwencjach dla debaty historycznej.
Członkowie Sonderkommando 1005  obok maszyny do kruszenia kości w niemieckim obozie koncentracyjnym Janowska
Członkowie Sonderkommando 1005 obok maszyny do kruszenia kości w niemieckim obozie koncentracyjnym Janowska / Wikipedia domena publiczna

Co musisz wiedzieć:

  • Artykuł Rossolińskiego-Liebe — opublikowany na stronie Fundacji im. Gerdy Henkel i znikający z niej w ostatnich dniach — przedstawia tezę o „transnarodowym” sprawstwie Holokaustu, marginalizując rolę Niemiec.
  • Autor rozszerza odpowiedzialność za Zagładę na Polaków, a nawet żydowskie Sonderkommanda, co budzi sprzeciw historyków i komentatorów.
  • Publikacja wpisuje się w promocję jego książki „Polscy burmistrzowie i Holokaust”, zarzucającej polskiej administracji współudział w Zagładzie — tezy te zostały ostro skrytykowane m.in. przez IPN.
  • Instytucje pamięci w Niemczech są podzielone — część z nich odmawia autorowi platformy, ale inne (np. Dom Konferencji w Wannsee) promują jego narrację, co wpływa na jej wejście do niemieckiego mainstreamu.

 

„Polscy burmistrzowie i Holokaust”

„Czego nauczyliśmy się z Holokaustu?” - to tytuł artykułu i jednocześnie pytanie, jakie stawia jego autor, Grzegorz Rossoliński -Liebe, który ostatnio zasłynął w Polsce swoją książką „Polscy burmistrzowie i Holokaust”.

Kontrowersyjna książka „Polscy burmistrzowie i Holokaust” to jego habilitacja na Wolnym Uniwersytecie Berlińskim, ukazała się w zeszłym roku, a od kilku miesięcy wchodzi w poważny obieg promocyjny w Niemczech i Austrii.

O sprawie książki już pisałem. Krótko mówiąc, stanowi ona długi wywód dowodzący rzekomego polskiego sprawstwa Holokaustu na poziomie administracyjnym i instytucjonalnym. Polecam Państwa uwadze omówienie jej miażdżącej recenzji sporządzonej przez dr. Damiana Sitkiewicza z IPN.

 

Polska dotychczas bezbronna

Teraz zaś warto przyjrzeć się opowieści, którą Rossoliński-Liebe raczy niemiecką opinię publiczną w swoich wystąpieniach medialnych. Jest ona bowiem nie tylko makabrycznym zagrożeniem wizerunkowym dla Polski, lecz – paradoksalnie – może stać się dla nas szansą. Autor kompromituje w nich bowiem siebie, a co się z tym wiąże – również swoje oskarżenia wobec rzekomego „polskiego sprawstwa” Zagłady. Dotychczas Polska wydawała się całkowicie bezbronna wobec tego typu zarzutów, wysuwanych mniej lub bardziej subtelnie. Żabę naszej rzekomej winy gotowano od bardzo dawna, a teraz wreszcie zaczynamy to powszechnie dostrzegać i reagować. I to pewnie m.in. dzięki temu, jak daleko posunął się Rossoliński-Liebe, na przykład wysysając sobie z palca takie określenia jak „Rząd Krakowski” na opisanie niemieckich władz okupacyjnych w Generalnym Gubernatorstwie.

Gdyby jednak ograniczył się do atakowania Polaków, na świecie uszłoby mu to pewnie na sucho. Tym razem jednak nie poprzestał na Polakach…

Wróćmy do samego artykułu.

 

Artykuł Rossolińskiego-Liebe

Zagłada europejskich Żydów jest doskonale zbadana. Mamy wiedzę z dziesiątek tysięcy badań i publikacji naukowych, Procesów Norymberskich, dokumentów archiwalnych, z przekazów dziadków i rodziców. Tymczasem Rossoliński-Liebe stawia tezę, że tak naprawdę bardzo mało wiemy o Holokauście, ponieważ badania ograniczały się do winy Niemców. Tak, jakby nie istniał światowy konsensus co do niemieckiego sprawstwa Holokaustu, autor sprytnie mówi w tym kontekście tylko o historykach niemieckich, którym – jak można zrozumieć z jego wywodów – nie wypada twierdzić inaczej ze względu na polityczną poprawność oraz zagrożenie Putinem i AfD. Te obowiązkowe wątki Rossoliński-Liebe lubi często wplatać w swoje teksty, tłumacząc, że przecież jego wywody nie są „zagrożeniem dla demokracji”.

Zagrożeniem dla demokracji nie są, stanowią za to cios dla prawdy. Według niego bowiem wiemy mało i błędnie skupiamy się na winie Niemiec. Okazuje się, że doskonale przecież znana światu historia Zagłady była „badana selektywnie” i „zrozumiana tylko częściowo”, a w rezultacie mamy „fałszywy i jednostronny jej obraz”.

Rossoliński-Liebe ma natomiast podejście „innowacyjne”, co nawiasem mówiąc, chwali Jan Grabowski na czwartej stronie okładki „Polskich burmistrzów”. Na pierwszej zaś widnieje zdjęcie Juliana Spitosława Kulskiego, niczym ilustracja polskiego sprawstwa Holokaustu. Do tego wątku jeszcze wrócimy.

 

Skrajna marginalizacja roli Niemców

W artykule sednem „innowacyjnego” podejścia Rossolińskiego-Liebe do Holokaustu jest przede wszystkim skrajna marginalizacja roli… Niemców. Nie tylko kilkakrotnie wprost krytykuje podkreślanie „winy niemieckiej”. Dowiadujemy się też od niego, że „Holocaust był zbrodnią transnarodową i europejską”, a także, że „niemieccy sprawcy stanowili jedynie małą grupę sprawców Holokaustu”. Chwilę później idzie jeszcze dalej, stwierdzając, że „sprawców niebędących Niemcami było dziesięć razy więcej niż sprawców niemieckich”. Jak to wyliczył? Nie wiadomo. Wprowadza też jednoznacznie religijny wątek, przypisując „chrześcijanom” pewne motywy kolaboracji. Jakie – o tym w artykule nie pisze.

Z lektury jego tekstu można niemal odnieść wrażenie, że kolaborantem był każdy, kto wówczas w ogóle żył. Całkowicie pomija kontekst przymusu i terroru okupacyjnego, szczególnie brutalnych w Polsce. A choć pod koniec tekstu krótko przyznaje, że Niemcy odgrywali w Holokauście „centralną rolę”, w tym samym zdaniu po raz już nie wiadomo który podkreśla, że stanowili „jedynie mniejszość sprawców”. Pisze w taki sposób, że i tak na głównych winowajców wychodzą inni: niemieccy sprawcy (ta niewielka mniejszość) odgrywali więc „centralną rolę w Holokauście”. „Podbijali kraje, przeprowadzali i zlecali masowe egzekucje, wspierali lokalnych sprawców, sprzymierzali się z nimi (…)”. To chyba jedyny w całym artykule fragment, w którym autor w ogóle stawia jakieś zarzuty Niemcom, ale i tak wychodzi na to, że najważniejsi byli jacyś już istniejący sprawcy „lokalni”, którzy tylko czekali, żeby się z nimi sprzymierzyć i ich wesprzeć.

Wprawdzie sprawstwo Niemców nie powinno według autora zostać zapomniane, jednak sam robi wszystko, by je zminimalizować. Określa je mianem tylko jednego oblicza Holokaustu i wyraża pogląd, że na przedstawianiu innych jego oblicz skorzystałyby „niemieckie miejsca pamięci, muzea i szkoły”.

 

"Autorytetami" Grabowski i Gross

Chętnie powołuje się w artykule na Grabowskiego i Grossa, znęca natomiast nad „prawicowymi radykałami”. Prawicowym radykałem jest zapewne każdy, w kim budzi sprzeciw jego - de facto – rewizjonizm historyczny. Krytykuje protest wobec jego książki ze strony premiera Mateusza Morawieckiego czy prof. Bogdana Musiała. Profesor Musiał jest jednym z najwybitniejszych badaczy i znawców m.in. Zagłady, pracuje i publikuje w Niemczech. Rossoliński-Liebe, który niedawne odwołanie swojego spotkania w Berlinie ocenia jako zamach na wolność nauki, tak wyraził się o nim w artykule: „Chociaż od lat jest on aktywny w radykalnie prawicowych mediach w Polsce i reprezentuje tam teorie, od których włosy stają dęba na głowie, traktowany jest w Niemczech jako poważny historyk i ma odczyty także w instytucjach, które zajmują się badaniem Holokaustu (…)”. Domaga się więc ostracyzmu dla profesora, nie definiując nawet, jakież to herezje ten rzekomo opowiada.

 

Rossoliński oskarżył również Żydów

Przejdźmy jednak do najcięższego arsenału, jakim popisał się Rossoliński-Liebe. Tak bardzo rozochocił się w wybielaniu nazistowskich Niemców i oskarżaniu Polaków, że w kontekście Holokaustu do „szerokiego spektrum sprawców niebędących Niemcami” zaliczył również… Żydów. Według niego bowiem spektrum to „sięgało od ugrupowań faszystowskich (…) przez tysiące burmistrzów, administracji miejskich i lokalnych policjantów po Rady Żydowskie, żydowską policję i żydowskie Sonderkommanda (…)”.

Kiedy dziesięć dni temu omawiałem recenzję dr. Sitkiewicza, za którym sprowadzając sprawę do absurdu, wskazywałem na fakt, że oskarżanie polskiej administracji okupacyjnej prowadzi prostą drogą do zarzutu o sprawstwo Holokaustu także Rad Żydowskich, nawet mi się nie śniło, że kilka dni później faktycznie coś takiego przeczytam. A jednak Rossoliński-Liebe to napisał, posuwając się wręcz do oskarżeń nie tylko żydowskiej administracji gett, ale wręcz Sonderkommand.

Chyba każdy normalny człowiek, nawet najbardziej świadomy faktu, że okrucieństwo nazistowskiego terroru niemieckiego wobec Żydów (i Polaków też) wyzwalało w ludziach nierzadko najgorsze instynkty, rozumie jednocześnie, że poddawanie się im nie było wolnym wyborem wolnych ludzi. Ale właśnie wynikiem zaszczucia, terroru, przerażenia – wojennego piekła rozpętanego przez nazistowskich Niemców. Podłością jest oskarżanie Żydów z Sonderkommandos, pełniących w obozach koncentracyjnych najstraszniejszą „pracę”. Żydzi z tych komand byli bowiem zmuszani do „obsługi” komór gazowych i krematoriów, nierzadko paląc w nich ciała swoich najbliższych. Wszyscy byli przewidziani do regularnej eksterminacji, jak ich pobratymcy, i wszyscy zmuszeni do „pracy” pod groźbą natychmiastowej śmierci. Czy więc to, że palili w piecach zwłoki swoich rodaków i bliskich, żeby nie zamordowano na miejscu ich samych, pozwala zaliczyć ich do „spektrum sprawców”? Panu Rossolińskiemu-Liebe – najwyraźniej tak. Takie twierdzenie musi oburzać i budzić sprzeciw. Pokazuje też, do jakich absurdów dochodzi Rossoliński-Liebe, odwracając uparcie i konsekwentnie rolę sprawców i ofiar.

 

Julian Kulski

Wróćmy na chwilę do Juliana Kulskiego, z którego Rossoliński-Liebe zrobił twarz Holokaustu. Przed wojną był wiceprezydentem Warszawy, do Powstania jej komisarycznym burmistrzem. Sam miał żydowskie pochodzenie, uratował tysiące Żydów, na przykład wystawiając im fałszywe Kennkarty na polskie nazwiska. Jan Nowak-Jeziorański, Kurier z Warszawy napisał o nim tak: „Podczas okupacji ratusz stał się twierdzą Państwa Podziemnego. Bez bohaterskiego prezydenta Kulskiego i jego współpracowników nie udałoby się armii podziemnej wytrwać w całości do Powstania”.

Rossoliński-Liebe pokpiwał niedawno w mediach, że w piśmie do wydawnictwa Fundacja Kulskich na rzecz relacji polsko-amerykańskich wytknęła mu „dwa błędy”, za których wskazanie jest jej wdzięczny. Tymczasem, jak nieoficjalnie wiem ze źródeł zbliżonych do Fundacji, jej pismo było bardzo obszerne i wytykało autorowi całą masę błędów merytorycznych. Podobnie zresztą recenzja IPN.

 

Znikający artykuł Rossolińskiego-Liebe

Na koniec jeszcze jedna ważna sprawa. Rossoliński-Liebe ubolewa w omawianym artykule z września tego roku, że on i Grabowski są w Niemczech krytykowani, a jego „innowacyjne” podejście nie jest w głównym nurcie. Są też instytucje niemieckie, które odmówiły mu spotkania autorskiego, podobnie zresztą jak polskie – Żydowski Instytut Historyczny i POLIN. Są jednak takie, i to bardzo znaczące, które legitymizują jego pracę. Od ponad roku na stronie internetowej Domu Konferencji w Wannsee zamieszczony jest podcast – wywiad z Rossolińskim-Liebe na temat polskich burmistrzów. Wczesną jesienią w tym samym miejscu odbyło się z nim spotkanie autorskie na temat książki. Jej promocja miała miejsce także w Wiedniu, na uniwersytecie Georga Sorosa, w partnerstwie m.in. z Instytutem Szymona Wiesenthala. Kilka dni temu podobne spotkanie planowano w Topografii Terroru w Berlinie – obok Domu Konferencji w Wannsee najważniejszego chyba miejsca na mapie instytucji kultury pamięci w Niemczech. Partnerem wydarzenia miał być Dom-Polsko Niemiecki, instytucja powołana rzekomo do budowy relacji dobrosąsiedzkich z Polską. Po fali protestów spotkanie odwołano i przełożono na bliżej nieokreślony termin. To wszystko jednak oznacza, że Rossoliński-Liebe, od dawna przecież naukowiec na berlińskim uniwersytecie, zaczął już wchodzić do mainstreamu.

Może teraz, kiedy wyszły na jaw jego oskarżenia pod adresem Żydów to się zmieni? 

Gdyby chcieli Państwo sami przeczytać artykuł, polecam nie zwlekać i zrobić sobie skan. Od kilku dni bowiem od kilku dni znika bowiem ze strony Fundacji im. Gerdy Henkel wspólfinansującej jego działalność, a potem się pojawia. Nie wiadomo więc, jak długo jeszcze będzie go można przeczytać.

[Tytuł, lead, sekcje "Co musisz wiedzieć", "Podsumowanie" i FAQ, a także śródtytuły od Redakcji]

 

Podsumowanie

Kontrowersyjny artykuł Grzegorza Rossolińskiego-Liebe, pojawiający się i znikający ze strony Fundacji im. Gerdy Henkel, wywołał debatę o granicach interpretacji historii Holokaustu. Autor radykalnie poszerza krąg rzekomych sprawców, marginalizując rolę Niemiec i wskazując m.in. Polaków oraz żydowskie struktury funkcjonujące w warunkach okupacyjnego terroru. Jego tezy spotykają się z ostrą krytyką badaczy, część instytucji odmawia mu współpracy, podczas gdy inne wciąż promują jego narrację. Sprawa pokazuje, jak łatwo kontrowersyjna interpretacja może wejść do obiegu publicznego — oraz jak ważna jest rzetelna reakcja środowisk naukowych i opinii publicznej.

 

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Kim jest Grzegorz Rossoliński-Liebe? To historyk związany z Wolnym Uniwersytetem Berlińskim, autor książki „Polscy burmistrzowie i Holokaust”, w której stawia tezę o rzekomym współsprawstwie Polaków w Zagładzie. Jego publikacje budzą szerokie kontrowersje.

Czego dotyczy artykuł, który pojawia się i znika ze strony Fundacji Gerdy Henkel? Tekst zatytułowany „Czego nauczyliśmy się z Holokaustu?” marginalizuje odpowiedzialność Niemiec oraz rozszerza krąg winnych o Polaków, lokalne administracje i nawet żydowskie struktury działające pod przymusem okupacyjnym.

Dlaczego artykuł wzbudził sprzeciw? Krytycy zarzucają Rossolińskiemu-Liebe odwracanie ról ofiar i sprawców, ignorowanie kontekstu terroru okupacyjnego i formułowanie tez sprzecznych z ustaleniami badań nad Holokaustem.

Kogo jeszcze autor oskarża o współudział w Zagładzie? W tekście pojawia się teza, że w „spektrum sprawców” znajdowały się również Rady Żydowskie, żydowska policja i Sonderkommanda — co wielu historyków uznaje za skrajnie nieuprawnione i moralnie oburzające.

Jak reagują instytucje? Niektóre niemieckie ośrodki pamięci promują publikacje autora (np. Dom Konferencji w Wannsee), inne — po protestach — wycofują wydarzenia z jego udziałem. W Polsce publikacja jest szeroko krytykowana przez badaczy, m.in. IPN.



 

Polecane